niedziela, 9 lipca 2017

190.2017

09/07 - na obiad znowu pizza ! Wspaniałe jest to ciasto, a dla mnie wciąż
           niewiarygodny jest fakt, że mi wychodzi :))
         
            Obejrzeliśmy z synem nr1 "Okję", rzeczywiście jest jedna scena,
            na której rozpłakałam się głośno, tak była wymowna i okropna.

            Po czwartkowym treningu bardzo obawiałam się dzisiejszego
            biegania, szczególnie, ze jedno powtórzenie to już 9 minut.
            Tym razem ubrałam się lżej, zostawiłam psa w domu, za to D.
            jechał obok mnie na rowerze. Wypróbowaliśmy inną trasę
            i było super. Na razie nie jestem gotowa biegać sama. Racjonalnie
            wszystko już sobie przetłumaczyłam ale gdy dochodzą do głosu
            emocje i ogarnia mnie panika, to rozsypuję się jak 5-latka.

3 komentarze:

  1. :) za chwilę nawet nie będziesz odważać składników - po prostu "na oko" będziesz robić, naprawdę:)

    ciekawe która to scena...

    myślę, że bieganie w towarzystwie jest łatwiejsze i bardziej efektywne. zawsze byłam przekonana, że ja z moją niechęcią do grupowej aktywności nijak nie odnajdę się w biegającym towarzystwie. i o dziwo! podczas tego szkolnego biegu poczułam, że to frajda być częścią biegnącego tłumu, że ktoś obok motywuje, że to jest takie bardziej sensowne niż wysiłek i mobilizacja w samotności. ale pamiętam też satysfakcję, kiedy sama sobie narzuciłam jakiś cel i bez pomocy udawało mi się go osiągnąć:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Scena, gdy Mi-ja wyprowadza Ojkę z rzeźni, a para świnko-hipopotamów przepycha swoje dziecko pod liną ogrodzenia.

    Sama to mogę biegać, gdy to już będzie bieg, gdy będę czuła zadowolenie. A na razie to odzywa się socjopatia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, cała te "akcja" w rzeźni łzy mi płynęły, ale przy tej scenie to płakałam głośno...

      Usuń