czwartek, 6 lipca 2017

186/365

Kupiłam maliny i wuchtę warzyw na wildeckim rynku. W pracy opanowała mnie taka senność, że potrafiłam nic zrobić. Ziewałam, ziewałam... zebrałam się i pojechałam do ulubionej małej cukierni po ciastko. Były jagodzianki! Oczywiście kiedy wróciłam do firmy kompletnie zapomniałam o ciastku:) Przeziewałam te godziny, a kiedy wróciłam do domu z ulgą padłam na łóżko i spałam ponad dwie godziny. Wieczorem przypomniałam sobie o jagodziance. Nie spodziewałam się, że będzie tak wspaniała!
Z radością powitałam informację, że w audiotece dostępna jest "Simona" Anny Kamińskiej, książka którą od dawna mam na "chciejliście". Włączyłam bezpłatny fragment i... trochę nie pasuje mi lektorka (Kinga Preis), co mnie zadziwia bo jako aktorkę ją uwielbiam. Tu czyta jakoś niepewnie, dziwnie. Ale chyba dam szansę:)

2 komentarze:

  1. Bosh... te poznańskie drożdżówki. Tu po prostu takich nie ma !!!

    Ciekawa jestem Twoich wrażeń po daniu szansy :) bo nie mam poczucia chciejstwa :) Tak jak mnie nie uwiodła Magdalena Samozwaniec, ale z drugiej strony uwielbiam wiersza Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i malarstwo Kossaków. Poczekam na Twoją opinię po :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te konkretnie jagodzianki są obłędne! zresztą jak wszystkie ciasta drożdżowe u tej pani:) ale nadzienie - niesamowite!

      trochę napisałam w dzisiejszej notce. bardzo zajmująca lektura, nawet lektorka już mi "umknęła", słyszę głos w oderwaniu od jej aktorskich ról. natomiast rodzina Kossaków... hmmm... chyba powinnam dziękować opatrzności, że nie było mi dane urodzić się w artystycznej rodzinie:/

      Usuń