środa, 5 lipca 2017

185/365

Oczywiście znów nie udało mi się wstać tak wcześnie jak chciałam. Do pracy poszłam więc we wczoraj umytych włosach. I o dziwo! Nawet nie musiałam ich jakoś spinać bo wyglądały bardzo dobrze. Włożyłam ulubione dopasowane dżinsy, botki zamszowe, lnianą koszulę - i cóż - zachwyciłam się odbiciem w lustrze, mimo że bardzo zwyczajny to strój i wygląd. Zwyczajny ale taki mój. Matko, jakie to próżne! i jak bardzo mi potrzebne;)
W pracy pół dnia w pracowni, z wkrętarką w dłoni, bardzo to lubię. A w skrzynce list dobry i ciepły. Na obiad moja ukochana zupa z letnich warzyw. I  jeszcze sześćdziesiąt stron książki do poduszki.

2 komentarze:

  1. To nie jest próżność. To radość, że wreszcie znowu czujesz się i wyglądasz jak Ty. Raczej to odczuwanie szczęścia ze znalezienia kogos, kto zaginął :)
    Cieszę się, że list okazał się dobry :)

    OdpowiedzUsuń
  2. oj, mam taki spokój kiedy wkładam coś i nie muszę zastanawiać się czy gdzieś nie jest zbyt obcisłe, czy jak usiądę to nie ma tragedii. jest ok, tak bardzo po mojemu:)

    OdpowiedzUsuń