poniedziałek, 3 lipca 2017

182/365

W sobotę miałam plan spać aż do powrotu G., czyli do 10. Czy muszę dodawać, że obudziłam się chwilę po 6 i przez pół godziny przewracałam się z boku na bok, że nie mogłam zasnąć? W końcu usnęłam a chwilę później obudzili mnie śmieciarze:)
Przedpołudnie spędziłam w pracowni na pakowaniu tego i owego. A popołudnie spędziłam na robieniu pizzy (którą miał upiec G. ale jakoś nie wykazywał chęci), wieszaniu prania i oddawaniu się prozie życia. Ach, i na przeglądaniu stron o perfumach. Pocieszające, że nie muszę ich kupować, że zadowalam się tylko czytaniem o nich i wyobrażaniem sobie, dopasowywaniem do siebie...
Na deser kupiłam ulubione lody Palermo z Fawora. Oczywiście zapomniałam o nich, co doskonale pokazuje jak lichy jest mój pęd do słodyczy:)

2 komentarze:

  1. Na początku zdziwiłam się tymi śmieciarzami, ale faktycznie, w sobotę dużo mniejszy ruch.
    Wiesz, że ja najbardziej lubię taką prozę życia :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a nie, nie. u nas śmieci w tygodniu wywożą. w sobotę kolejny raz próbowali panowie podstawić pojemnik na odpadki bio. bo to trzeba pokwitować, muszę przekazać instrukcje, itp. w zeszłą sobotę akurat byłam pod prysznicem, kiedy przyjechali. wcześniej próbowali w tygodniu ale też nikogo nie zastali...

      Usuń