środa, 17 maja 2017

136/365

Rano przyjechał księgowy. Był tak miły, tak zwyczajny i wyrozumiały, że aż pomyślałam, że chyba mu jest mnie żal i załączyła mu się empatia. Po pracy wpadłam na chwilę do domu, skrycie pożarłam ostatnie osiem (!!!) pierogów z jagodami i pognałam na zebranie do szkoły. Zebranie trwało wyjątkowo krótko i chwilę po 20 byłam w domu. Niby zwyczajny dzień, żadnej okoliczności szczególnie męczącej a padłam o 21:30 i... usnęłam czekając aż G. rozbierze się do kąpania. 
A! Zgłosiłam naszą trójkę do rodzinnego biegu (dystans 1,2 km) podczas szkolnego rajdu. Aaaaa!

2 komentarze:

  1. Pierogowy skrytożerca :) Wiesz, że ja lubię takie zwyczajne dniu, umykają z życia niczym się nie wyróżniając... ale gdy jest mi źle to zawsze do takich tęsknię, zwykłych i spokojnych.
    GRATULUJE i trzymam kciuki !!! :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. no wiesz... osiem dla trzech osób to tyle co nic. a niech tracą ci, którym do głowy nie przyjdzie zajrzeć do zamrażarki:)
    są tak pyszne, że mama na Dzień Matki zażyczyła sobie pierogi z jagodami, wiśniami i ruskie:)

    OdpowiedzUsuń