czwartek, 11 maja 2017

130/365

Obudziłam się z bólem głowy. Uznałam, że nie muszę się spieszyć, że do pracy pójdę po odprowadzeniu G. do szkoły, dzięki czemu pobędziemy razem a G. nie będzie musiał spędzić kilku godzin w świetlicy. Czas poranny wykorzystałam na przejrzenie garderoby wiosennej. No cóż... wszystkie moje wiosenno-letnie spodnie są mi za duże! A część, niestety, nie ma opcji podtrzymania ich paskiem:/ Jedna z ulubionych par zatrzymuje się na biodrach. Oczywiście, że mnie to cieszy, ba! nawet zachwyca, ale... z oczywistych względów muszę chodzić w za dużych ubraniach:/ Wieczorem zaplotłam chałki na poranne pieczenie a przed snem przymierzyłam kilka letnich bluzek, które od lat czekały w szafie na swój czas. I ten czas właśnie nadszedł, chociaż nadal przecieram oczy ze zdumienia:)

Wracając z pracy wjechaliśmy do biura rachunkowego, które rozlicza firmę W. Panie poprosiły, abyśmy koniecznie weszli z Zaspą. To jak serdecznie nas powitały, jak bardzo inne są od moich wyobrażeń o nich, jak wiele dobrej energii, serdeczności z nich płynie... Wyszłam trochę rozczulona tą serdecznością, a trochę rozżalona, że w temacie księgowości utknęłam z panem I. Ale było to bardzo miłe spotkanie z cudownymi ludźmi:)

2 komentarze:

  1. Z jednej strony spadek wagi i za luźne ubrania sprawiają przyjemność, ale brak alternatywy wcale nie cieszy, bo w coś trzeba się ubrać i najlepiej bez świadomości wyglądania jak w ciuchach starszej siostry. Ale spokojnie, bluzki są dobre a na spodnie - mam nadzieję - pieniądze przyjdą :)
    Z panem I., wiadomo, można się rozstać, chociaż z wielu powodów to niełatwe. Ta sytuacja jest wypadkową wyborów z przeszłości, decyzji a myśl o "utknięciu" punktem wyjścia. Chodzi mi o to, żebyś nie dołowała się myślą o utknięciu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te spodnie materiałowe dość łatwo można zmniejszyć, wczoraj mama wzięła dwie moje ukochane pary do zwężenia:)

      Usuń