poniedziałek, 8 maja 2017

127/365

Rano upiekłam mój ulubiony vermont sourdough, od razu dwa małe bochenki. Był tak pyszny, że cały bochenek zjedliśmy na śniadanie. Na deser w ramach imieninowej kawy zrobiłam tartę z malinami i kremem tiramisu, nieco udoskonalając przepis. Jednak uwielbiam kremy na bazie mascarpone. Wprawdzie ten był dla mnie nieco za słodki, ale całość - cudownie pyszna, delikatna, idealna.


4 komentarze:

  1. Obejrzałam zdjęcia tarty i chcę zapomnieć !!! Wygląda rewelacyjnie... ech :) I taka jestem ciekawa Twojego chleba i chałki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tarta naprawdę rewelacyjna ale na przyszłość muszę dać spód z innego przepisu, bo ten był taki sobie. a chleby... nawet wysłałabym Tobie ale jednak to trzeba świeże, jeszcze ciepłe a nie zmaltretowane przez drogę i czas. daj znać, kiedy będziesz a upiekę wuchtę!:)

      Usuń
  2. Bosz... ależ ten chleb rasowy !!! Chcę być ! ale chyba najwcześniej jesienią, więc może Wy wybierzecie się do mnie ?

    OdpowiedzUsuń
  3. nieskromnie przyznam, że coraz piękniejsze są te moje chleby:) a od kiedy doczytałam o metodzie nocnego wyrastania w lodówce to już nawet sama produkcja nie wydaje mi się skomplikowana:) gdyby dwadzieścia lat temu ktoś mi powiedział, że będę samodzielnie piec chleb albo lepić pierogi...;)

    ech... nie wiem, jak będzie. nie mam pojęcia:(

    OdpowiedzUsuń