niedziela, 7 maja 2017

125/365

Na noc zostawiłam uchylone okno. Matko, jak rano było zimno. Absolutnie odmówiłam porannego wstawania póki w domu nie nagrzeje się. Do pracy dotarłam na 10:30 i mam wrażenie, że nic nie zrobiłam. A na śniadanie, jak ekscentrycznie, podjechaliśmy na porcję sajgonek. W domu z G. czytamy "Dzieci z Bullerbyn" - moją ukochaną książkę z dzieciństwa, którą czytałam chyba kilkanaście razy - i jakie jest moje zdziwienie, kiedy dziecko stwierdza, że fajna i samodzielnie czyta kilka stron. Przede mną weekend... taka kojąca perspektywa.

2 komentarze:

  1. Obok Baśni Andersena to też moja ukochana książka, pamiętam jak ją czytałam pierwszy raz, były święta Bożego Narodzenia :) a swój egzemplarz kupiłam, gdy już byłam dorosła. I nie wiem, czy za chwilę po nią nie pójdę :) książka, która nic nie traci pomimo upływu czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w bibliotece szkolnej, z której wypożyczałam, na karcie tej książki były chyba ze trzy moje podpisy pod rząd!:) i w sumie ta kupiona dla G. to mój pierwszy osobisty egzemplarz. nawet próbowałam słuchać z audioteki ale męczy mnie interpretacja Jungowskiej. a teraz jak czytam z G., to naprawdę doceniam, jak ładnym a jednak prostym i przystępnym dla dzieci językiem jest napisana. z tych pierwszych książek to jeszcze bardzo lubiłam "Puc, Bursztyn i goście" i "Przygody Filonka Bezogonka". a później to już zachwyciłam się "W pustyni i w puszczy", "Paziami Króla Zygmunta", "Szaleństwami Panny Ewy". chyba właśnie tak zaczęło się moje czytanie. później była Ożogowska, Nizurski, Bahdaj. i oczywiście cały, do imentu zaczytany Pan Samochodzik:)
      ech... czasem chciałabym umieć znów tak zachwycić sie książką, tak zapamiętać na lat kilkadziesiąt:)

      Usuń