czwartek, 4 maja 2017

123/365

Tak szybko minęły te dni. Spakowaliśmy się, posprzątaliśmy dom, poszliśmy na spacer jeszcze chwilę pooddychać nadmorskim powietrzem, posłuchać łomotu potężnych fal. Pomimo słonecznej pogody morze wydawało się groźne, tak różne od tego, które pamiętałam z ubiegłorocznej majówki. Znów patrzyłam urzeczona, że ono takie piękne bez pomocy, bez ingerencji człowieka. Że tu sama natura wystarczy. A ja w tej naturze taki pyłek, proch marny... Dziwne poczucie ulgi, że do "dziania się" morza nie jestem absolutnie potrzebna. I żal, że trzeba odwrócić się plecami, zostawić je za sobą i wracać do domu, do miasta, do obowiązków i problemów.

2 komentarze:

  1. Lubię to uczucie nieważności w kontekście żywiołów, poczucie bycia pyłkiem, bo wtedy mam wrażenie, że moje problemy też tracą na randze, wadze.

    OdpowiedzUsuń