czwartek, 4 maja 2017

121/365

Kolejny poranek, kiedy spaliśmy chyba do dziewiątej. Po leniwym śniadaniu poszliśmy plażą na spacer aż do Pleśnej. Po wydmach widać, jak niszcząca była w tym roku siła jesiennych i zimowych sztormów. Klif wygląda jakby morze dosłownie wygryzało części lądu, mnóstwo powalonych drzew, zniszczone drewniane wejścia na plażę. Wiało tak mocno, że dzieciaki naprawdę ledwie szły, nawet pies wlókł się łapa za łapą. 
Na poniedziałkowy obiad zaplanowaliśmy grilla. Upiekliśmy kiełbaski, ziemniaki, szaszłyki. Do tego sosy i sałatki, dla mnie białe wino. Siedzieliśmy opatuleni w śpiwory, bo ciężki mówić o pogodnym, majowym wieczorze:)

2 komentarze:

  1. O, czyli jednak wpisaliście się w ogólnopolskie rozpoczęcie sezoru grillowego :) Zazdroszczę !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja akurat za smakiem jedzenia z grilla nie przepadam. zjadłam pół ziemniaka, kaszankę z kapustą (to akurat uwielbiam!), i dojadłam szaszłyk po G. ale iddę grilla lubię bardzo:)

      Usuń