czwartek, 4 maja 2017

118/365

Piątek domowy. Wstaję i już mam dość tej pogody, do sklepu idę w zimowej, puchowej kurtce i zimowych butach - powoli stają się obuwiem całorocznym:/ Z półki w warzywniaku wybieram ostatnią dostępną wiązkę rabarbaru do placka. A później przygotowuję nas do wyjazdu, wyrabiam ciasto na chleb, piekę placek, smażę naleśniki... W słuchawkach bezpłatny fragment książki Horsta z serii o Williamie Wistingu. Po prawie dwóch godzinach walki udało mi się rozpalić w kominku. Takie domowe, ciepłe drobiazgi. I jeszcze domowo farbuję włosy. Liczę na jasny, świetlisty kolor. Dostaję... znów jakieś czerwonawy, dość ciemny odcień. Zaskakującym znajduję fakt, iż całkiem dobrze podkreśla urodę, ładnie współgra z ciemnoniebieskimi oprawkami okularów. 

2 komentarze:

  1. W tym kolorze wyglądasz rewelacyjnie ! tak intrygująco, zmysłowo... myślałam, że to zabieg celowy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. no chciałam trochę jaśniejsze, ale juz się sprały do mniej więcej oczekiwanego przeze mnie koloru. najbardziej przeraził mnie ten wybijający czerwony/wiśniowy odcień ale kiedy wypłukał się to jest już widoczny tylko tam, gdzie był mój naturalny kolor więc nie ma problemu:)
    i dziękuję za komplementy:*

    OdpowiedzUsuń