piątek, 26 maja 2017

145/365

Rano zapięłam pasek na ostatnią (lub pierwszą - zależy jak patrzeć) dziurkę. Aż nie wierzę, kiedy patrzę na najbardziej wyraźny ślad zarysowany przez klamrę kilka centymetrów dalej... Po długiej walce udało mi się wgrać audiobooki do telefonu. Jak tylko włączyłam, usłyszałam melodyjny głos lektorki, to niemal rozpłakałam się z zachwytu. I do wieczora słuchałam "Piaskowej Góry", zauroczona, zaczarowana. Wydawało mi się, że to nie jest książka na audiobook, że słuchając traci się wiele z tej pięknej frazy. Tymczasem dopiero teraz odkrywam te piękne metafory, zaskakujące porównania a cała opowieść zyskuje inny wymiar. Bator jest mistrzynią opowieści, motania wątków, skoków w czasie. I znakomicie nad tym panuje. Jestem zachwycona i przeszczęśliwa, że te książki mam przy sobie:)
Na obiad pieczone warzywa, uwielbiam ten orzechowy smak selera, chrupiąca skórka na cząstkach ziemniaków i mizerię z jogurtem greckim:)

145.2017

25/05 - przyjechałam do pracy na 11-tą i wreszcie ogarnął mnie pracowity zapał !

           Chipsy z buraków na podwieczorek. Wyglądają fajnie, ale zdecydowanie
           sprzyja im towarzystwo sałaty, sera, nasion i sosu :) bo w takiej ilości solo,
           to zbyt wiele.



             Po pracy odebrałam od mamy sadzonki kobei. Wobec wzmożonej obecności
             taty w łazience, przelewającego (hekto)litry wody podczas kilku porannych
             pryszniców i wielokrotnego lub długotrwałego wykonywania tych samych
             czynności (np. 40 min myje pędzel do golenia przy ciągłym strumieniu wody :/)
             mama stwierdziła, że wody na podlewanie kwiatów marnowała nie będzie,
             bo faktury z wodociągów już teraz są imponujące. Plus dla mnie taki, że
             zyskałam 15 sadzonek, a z moich 12 własnoręcznie wysianych, uchowały się trzy !

             Dzień przed czasem podarowałam mamie kupione w Rossmanie  maski.

             Skończyłam słuchać "Chmurdalię". Tęsknię za bohaterkami i najchętniej
             zaczęłabym słuchać od początku !
             Rozważałam wydanie punktu w Audiotece na  "Chatę" i jednak faktycznie,
             szkoda go :) Zwłaszcza, że zaplanowałam sobie z subskrypcji to.
             Znalazłam pdf "Chaty". 1/3 za mną.
             A wieczorem... tak, poszłam biegać :)

czwartek, 25 maja 2017

144.2017

24/05 - w pracy spokojnie. Przesłuchałam darmowy fragment Chaty. Gorliwie
            zalecał mi przeczytanie rozmodlony mąż szefowej z br2.  I chyba przez
            przekorę kupię z subskrypcji, by zapoznać się z treścią, chociaż pomimo
            własnych braków w posługiwaniu się słowem, to wydaje mi się, że książka
            ta prezentuje literacko poziom równie denny jak "Shantaram", Pan Grey
            i saga o wampirach.
            W domu gotowałam na 2 następne dni, w tym smażyłam a potem piekłam
            kotlety z kaszy, zrobiłam surówkę z białej kapusty, chipsy buraczane i zapiekłam
            buraka z rabarbarem do sałatki. To wszystko podczas ostatnich niestety godzin
            "Chmurdalii". Zostały mi już tylko godzina :/
            Vitaliowy podwieczorek wbił mnie w kanapę :) Był to mus z wiśni i ananasa.
            Nie wiem co ja sobie wyobrażałam, ale na pewno nie tak wyrazisty, głęboki,
            cierpko-słodki, migdałowy smak ! Gdybym miała spróbować i zgadywać co to
            jest poległabym :)
           

144/365

Ech, kolejny nieszczególny dzień. Rano pozwoliłam nam długo spać, lubię bardzo tak zignorować budzik, odwrócić się na drugi bok i zasnąć na jeszcze dwie godziny. Odebrałam z poczty przesyłkę, a to oznacza obietnicę szybkiego spotkania z wytęsknionymi audiobookami. Chłopaki zrobili obiad! A także deser:)

środa, 24 maja 2017

143/365

Cały dzień ze łzami w oczach. To, co miało być łatwe - wcale takim nie jest. Niemoc i bezsilność, świadomość jak niewiele zależy ode mnie, nie pomaga. Nie pomaga też obwinianie się o złe decyzje sprzed miesięcy, lat. A jednak wciąż łapię się na myśleniu, że gdyby kiedyś, to... Bez sensu.
Pojechałam z G. na trening. Lubię patrzeć, jaką przyjemność sprawia mu gra w piłkę, jak bardzo angażuje się w treningi, przeżywa pochwały, analizuje. Może ta przygoda potrwa dłużej niż moja z gimnastyką artystyczną?;) W domu zrobiłam naleśniki. G. zjadł osiem. OSIEM! A później pojechaliśmy na wieczorną przejażdżkę do miasta, na lody do Kolorowej. Tym razem wzięłam jedną porcję podzieloną na dwa smaki: moje ulubione mascarpone z czarną porzeczką i marcepan z czekoladą. Obłędne! Pojechaliśmy jeszcze do pracy przygotować dokumenty, wymęczony G. zasnął pod biurkiem... A pan klient rozmyślił się i nie kupił auta, po które jechał 200 km. Do domu wróciliśmy przed północą. Taki to los.


wtorek, 23 maja 2017

143.2017

23/05 - w pracy spokojnie, w br2 dokończyłam miesiąc, została jedna firma :)
           Idąc do samochodu zadzwoniłam do syna nr1. Był już w znacznie lepszym
           nastroju, więc i mnie zrobiło się lżej, radośniej. Po powrocie do domu
           włączyłam audiobooka. Stałam przy kuchence, mieszałam pęczotto ze szparagami
           i łzy mi płynęły gdy słuchałam: Eulalia niezdarnie usiadła na ramie, ruszyli. 
           Tłum ludzi oblegał pociąg, z którego okna wyglądała twarz konsula Sugihary;
           wypisywał wizy, jeszcze gdy pociąg ruszył z dworca w Kownie, i ludzie biegli
           wzdłuż peronu, wyciągali ręce i krzyczeli swoje nazwiska z Krakowa, Wieliczki,
           Częstochowy, Radomska, Piotrkowa, Będzina, Izbicy. Eulalia Meisels zdyszana tak,
           że aż się popłakała, była jedną z ostatnich osób, które dostały pieczątkę od konsula
           Sugihary, ona i Leo Barron z Wieliczki, rowerzysta, który podrzucił ją na dworzec.
           Opisane w tych książkach losy wojenne, wywołują inny rodzaj emocji, niż np.
           fragmenty "Czasu honoru" - tam nie byłam w stanie zmierzyć się z obrazami.
           Tu - przeplatają się losy pokoleń - może dlatego jest czas na oddech... Ale czuję
           w kontekście tych okropieństw, walki o przetrwanie, jak dobre jest moje życie.
           Schodzę do ogródka, zachwycają mnie orliki, chabry górskie, łubin. Przed domem
           bratki aż kipią. Zdjęcia nawet w 1/10 nie oddają uroku tych kwiatów.

           A wieczorem po raz pierwszy tylko z psem poszłam biegać. Zaskoczona jestem,
           że gdzieś w połowie odnajduję swój rytm, a najprzyjemniejsze, najmniej męczące
           było ostatnie powtórzenie !








142.2017

22/05 - jedyne słowa jakie mi się cisną to zmęczenie, irytacja, rozdrażnienie.
          Praca, br2, chwila na poczcie, u rodziców, wieczorem do B. i L.
          W międzyczasie syn nr2 skosił trawnik, przy czym chyba spalił silnik
          kosiarki. Na tekst: oj tam, stara była... - krew nie zalała.
       
          Wieczorny spacer z psem i synem. Dowiedziałam się w końcu powodu
          tak szybkiego powrotu z Kordowiady. Spodziewała się, że może zaboleć
          mnie serce i tak się stało, chociaż przyczyna była inna niż myślałam.
          Ale fakt, że ta zieleń zupełnie bez związku podnosi mnie na duchu.



142/365

Bardzo chciałabym móc napisać coś dobrego o tym dniu. I szukam, szukam, szukam. Był męczący, nijaki, a kiedy przyszła wiadomość o śmierci Zbigniewa Wodeckiego - był po prostu smutny. Coś dobrego? Chyba tylko rano upieczony chleb, który zjadłam jeszcze ciepły, i który G. pałaszował z wyjątkowym apetytem.

Odszedł Zbigniew Wodecki. Nie spodziewałam się tego. Nawet po ostatnich, niepokojących wieściach ze szpitala byłam przekonana, że to chwilowy kryzys, że wyjdzie z tego. Bo przecież to był młody człowiek, artysta wciąż aktywny, wciąż koncertujący. Wciąż obecny... Nie byłam przekonana do niego w roli jurora TzG. Miałam wrażenie, że zdecydowanie jego światem jest scena, estrada, muzyka a nie taka statyczna rola. Za to kiedy słyszę ten melodyjny, wyjątkowy głos... te piosenki z tekstem, który ma sens, maluje obrazy, jest znakomitą liryką... tak trudno wybrać ulubioną, jedną. Z dzieciństwa pamiętam te poranki, kiedy z radia rozbrzmiewało "Zacznij od Bacha". Później, jako dorosła kobieta, jadąc do pracy wiele razy trafiałam na nią w radio. To chyba jedno z najpiękniejszych, najbardziej uśmiechających wprowadzeń w dzień powszedni...




poniedziałek, 22 maja 2017

141/365

Ponieważ pół soboty spędziłam na zajmowaniu się firmowymi sprawami uznałam, że w niedzielę będę robić nic. Obudziłam się o siódmej, wypiłam kawę, odczytałam ciepły list o świcie pozostawiony w skrzynce i dalej spałam do dziesiątej! Obudził mnie G. wpadając do domu i czule witając - jakie to jego stęsknione tulenie jest fajne:) Zjedliśmy śniadanie (resztkę pizzy od wczoraj), wstawiłam pranie i usiadłam na tarasie słuchając audiobooka, wystawiając twarz do słońca i pijąc wodę, w której - zamiast kostek lodu - pływały mrożone jeżyny:) Na obiad zrobiłam mój ulubiony zestaw na ciepłe dni: ziemniaki pieczone w ziołowej posypce z czosnkiem, marchew pieczoną z czarnuszką i rozmarynem, mizeria z koperkiem i sadzone jajka. Uwielbiam te pyszności!
A wieczorem uznaliśmy, że nasz trawnik woła o pomstę do nieba więc o 20:30 skosiliśmy trawę i wyrównaliśmy żywopłot.

140/365

Jak ja czekałam na ten dzień, w którym do oporu będę spać! I spałam do 9:30. Rano szybko upiekłam dwa małe chleby, zjadłam śniadanie i pojechaliśmy do pana K. Po drodze kupiłam małe pączuszki z nadzieniem serowym, żeby tak nie siedzieć tylko  przy kawie. Nie wiem, czy te wizyty, rozmowy działają uspokajająco - jakoś czuję, że ktoś kompetentny czuwa nad moimi sprawami, nad tymi procesami, które są mi tak bardzo obce,
W drodze powrotnej zamówiliśmy pizzę, pojechaliśmy po mamę (była na wycieczce z kołem emerytów;P) i razem wróciliśmy do domu. G. postanowił spać u babci więc cały wieczór mieliśmy wolny. I spędziliśmy go na oglądaniu durnych komedii, ale chyba na coś bardziej ambitnego czy wymagającego po prostu nie mieliśmy siły.

141.2017

21/05 - przed 14-tą przyjechała do mnie Ir, przywiozła 3 pelargonie, 1 portulakę
          i 2 starce popielne. Fajne te nazwy :) Poszłyśmy porządkować kolejną część
          ogródka i pozyskałyśmy  dwa 120-l worki chwastów.
       
          Wieczorem zaczęłam 2 etap biegania: 1/2 x 5 powtórzeń. Ciężko, człapię
          a nie biegnę... Mocniej ugruntowało mi się przekonanie, że lubię to uczucie
          PO bieganiu :) Co prawda syn nr2 podniósł mnie na duchu, że przebiegłam
          o 42,8% (tj. o 3 minuty) więcej niż w poprzednich treningach.
          Ponad 40%  robi większe wrażenie :)

140.2017

20/05 - upalna sobota. Kilka godzin spędziłam w br2. Rozliczałam i skończyłam
            słuchać "Piaskową Górę" Wrzuciłam pliki z "Chmurdalią" i kontynuowałam :)
            Jestem zaskoczona tymi książkami ! To jest literacko jakiś inny świat, na pewno
            odkrycie, którego gdyby nie eM. nie dokonałabym !
            Pamiętam, że w zeszłym roku w takich okolicznościach słuchałam Miniera
            i kojarzę ten czas jako bardzo przyjemny :)
            Po pracy wpadłam do rodziców, ale to nie było ani miłe, ani przyjemne...
            A potem już byłam w sama. Syn nr2 wrócił niespodziewanie z O.,  udał się
            na Noc Muzeów i pojawił się w domu przed północą.
            Zasypiałam pod diodową girlandą latarenek.

niedziela, 21 maja 2017

139/365

Pojechałam odebrać duplikat mojego zaginionego świadectwa maturalnego. Ileż wspomnień czas zatarł... na przykład mierny (mierny!) z języka rosyjskiego na koniec czwartej klasy. Bardzo poczułam się rozczarowana tym świadectwem, bo jednak hodowałam w sobie przekonanie, ze byłam znacznie lepszą, niż wynika to z ocen, uczennicą;)

Pojechaliśmy w kilka miejsc załatwić różne firmowe sprawy. Wjechaliśmy do Tesco kupić butelkę wody. A wyszłam totalnie zakochana w sukience moich marzeń. Ogromnym błędem było zmierzenie jej, moje odbicie w lustrze złamało mi serce. Ale dzielna byłam, nie kupiłam, bo i po co mi kolejna sukienka?
Na pocieszenie pojechaliśmy zjeść pyszną pyszność w Kraszkebabie i to był cudowny pomysł, tym bardziej ze otwarty był już kraszowy ogródek:)

Kiedy wróciłam do biura i zobaczyłam na parkingu naszego busa, który z montażu wrócił zapakowany po dach, to nie mogłam uwierzyć w nieprawdopodobne zakręty losu, w zbiegi okoliczności tak absurdalne, ze gdyby ktoś je opowiadał z pewnością pomyślałam, ze zmyśla. Ale bardzo pozytywnie wpłynęło to na mój nastrój:)

A wieczorem przemyślałam temat, uznałam ze pozbycie się 10 kg, wejście w ubrania które nosiłam lata temu, fakt ze zbliżają się urodziny zasługuje na spektakularne uhonorowanie zakupem nowej sukienki. No i kupiłam:)

138/365

Po pracy położyłam sie na chwilę, zeby wypić kawę. Spałam dwie godziny. Wieczorem pojechaliśmy do pana K. Decyzja podjęta. I chociaż powinnam czuć ciężar - czuję coś w rodzaju ulgi. Jak pacjent, który miesiącami błąkał się po lekarzach a w końcu dostał diagnozę. 

piątek, 19 maja 2017

139.2017

19/05 - piątek zakończył wyjątkowo nużący tydzień w pracy. Taka rozlazła
           dawno nie byłam. Marzyłam, żeby wyjść i wrócić do domu, usiąść
           na tarasie i tak trwać w słońcu. Ożywiłam się rano, a ciśnienie skoczyło
           mi w jakieś niebezpieczne obszary, gdy zobaczyłam, że odruchowo (?)
           a na pewno bezmyślnie ! zabrałam do torebki pudełko ze spinkami do
           mankietów koszuli  syna nr2. Ostatni maturalny egzamin miał o 14-tej więc
           szczęśliwie udało mi się zorganizować podrzucenie tych spinek do domu
           przed 11-tą. Ustny egzamin z polskiego zdał na 85% i zaczął wakacje
           wyjazdem na Kordowiadę (do syna nr1).
         
           Przeżyłam nerwówkę, gdy nie mogłam wypłacić pieniędzy z bankomatu,
           okazało się, że ten konkretny bank ma jakąś ogólnokrajową awarię :/
           Wpadłam na pocztę wysłać pendriva :)

           Po powrocie do domu umyłam okna w salonie i powiesiłam uprane firany.
           Słuchałam "Piaskową Górę". Osiem miesięcy z życia Zofii Maślak, gdy
           w czasie wojny ukrywała u siebie Ignacego, żydowskiego uciekiniera z getta.
           Wstrząsająca historia. Nie wiem jak po takich przeżyciach można zebrać się
           w sobie i żyć dalej... Sploty okoliczności, zawiść lub interesy innych ludzi
           wpływają na nasze losy, gmatwają, znoszą na manowce... Aż poczułam gorycz,
           złość, bunt - że tak bywa.
        
           Później zeszłam do ogródka. Ścisnęło mnie w gardle, miałam łzy w oczach.
           Tak po prostu musi wyglądać (mój) raj. Mnogość kwitnących kwiatów,
           w tym moje ukochane orliki, wybarwione pąki azalii, intensywny zapach konwalii.
           Poczułam się niewyobrażalnie szczęśliwa w tym wcale nie przereklamowanym
           tu i teraz.
           
         

138.2017

18/05 - w pracy R. okazał się pomocy w stwierdzeniu, że pliki na CD
           JUŻ są w MP3, bo nie wiem, czy sama bym się zorientowała ! :)
         
           Po powrocie do domu poczułam, że to jest ten dzień, w którym
           umyję wreszcie kuchenne okno. I stała się światłość !!! :) Poza tym
           wyciągnęłam ze strychu, z tych przepastnych kartonów z Ameryki
           zupełnie nowe i nigdy nie używane firanki kuchenne. Przeleżały
           tam co najmniej 7 lat !
         
           Wieczorem poszliśmy z Ig biegać - nadal 7/7 i dla mnie to był
           najtrudniejszy do tej pory trening. Ale siedzi mi coś w głowie,
           co bardzo mnie do tego biegania pcha :)

czwartek, 18 maja 2017

137/365

Ponieważ G. bardzo nie lubi chodzić przed szkołą do świetlicy, to postanowiłam że w środy będę zostawać z nim w domu do tej 11:30. Niewiarygodne jak szybko czas mija, kiedy tak na luzie przygotowuję śniadanie, sprzątam, przygotowuję się. G zjadł w domu dwa śniadania, przeczytał rozdział książki. A kiedy stwierdziłam, że jest bardzo grzeczny powiedział, że to tak specjalnie, żebym została w domu i nie chodziła do pracy. Ech...
Po pracy przeszłam się z Zaspą spory kawałek pieszo. Wychodzę z tej mojej firmowej zimnicy i zawsze jestem zaszokowana, jak bardzo pięknie i ciepło jest. Idę, grzeję się w słońcu i uśmiecham do świata. A wieczorem z wielką radością przyjmuję wygraną mojego ulubieńca w "Idolu".

137.2017

17/05 - rano waga pokazała mi, że ważę o 10 kg mniej :)
            Jakiś czas temu zapisałam się na fb do grupy Zupomania, redukcja
            metodą Moniki Honory. Pojawiają mi się wpisy innych osób, ich sukcesy
            w spadkach i do takie spektakularne, bo nawet 8-10 kg/mc. A mnie aż
            dreszcze przechodzą na myśl, co potem ? Jak potem utrzymać osiągniętą
            wagę ? Jestem bardzo zadowolona z Vitalii, dla takiego przypadku jak ja,
            to JEDYNE sensowne rozwiązania, ani Dukan, ani Honory, ani Gaca.

           Dziś upływał termin badania technicznego, a "mój" mechanik nie odbierał tel,
           Przez ostatnie 10 lat policja zatrzymała mnie raz, ale już przetaczały się wizje,
           że jeśli nie zrobię badania, to NA PEWNO mnie zatrzymają. Więc pojechałam
           na stację diagnostyczną (z obawą, że tam wyjdzie nie wiadomo co), a moje auto
           przeszło badanie bezproblemowo, Ufff :)

środa, 17 maja 2017

136/365

Rano przyjechał księgowy. Był tak miły, tak zwyczajny i wyrozumiały, że aż pomyślałam, że chyba mu jest mnie żal i załączyła mu się empatia. Po pracy wpadłam na chwilę do domu, skrycie pożarłam ostatnie osiem (!!!) pierogów z jagodami i pognałam na zebranie do szkoły. Zebranie trwało wyjątkowo krótko i chwilę po 20 byłam w domu. Niby zwyczajny dzień, żadnej okoliczności szczególnie męczącej a padłam o 21:30 i... usnęłam czekając aż G. rozbierze się do kąpania. 
A! Zgłosiłam naszą trójkę do rodzinnego biegu (dystans 1,2 km) podczas szkolnego rajdu. Aaaaa!

136.2017

16/05 - przywiązuję się do Jadzi z Piaskowej Góry, aż CD z samochodu chciałam
           zabrać do domu... ale się powstrzymałam. To wielka frajda w drodze do i z
           pracy słuchać o losach jej i Stefana Chmury. Znacznie pogodniejsza jest ta
           powieść od "Ciemno...", choć kaliber dramatów podobny.

           Przygotowałam sobie vitaliowe obiady na 4 dni. Syn nr2 prawie wciąż
           nieobecny. Gdy przychodzę już go nie ma, wraca, kiedy śpię. I tak się mijamy.
           Wiem, że on chce się nacieszyć czasem ze znajomymi, już prawie wakacje.
           Ostatni egzamin w piątek. Ale mimo wszystko dotkliwie odczuwam jego
           brak. Porozmawiałam przez tel z synem nr1. Wieczorem syn nr2 ściągnął
           do domu i poszliśmy biegać. Kolejne 7 jednominutowych cykli za mną :)        

         

wtorek, 16 maja 2017

135.2017

15/05 - zaczęłam słuchać "Piaskową Górę" z przyjemnym wrażeniem spotkania
           z kimś, kogo lubię. Znowu Wałbrzych i narracja rozpoznawalna z "Ciemno...",
           bardzo odpowiada mi głos lektorki, zauważam zabawne momenty ale i czuję
           boleśnie niektóre zdania, jakbym była gnatem szarpanym przez Reksia.
           Masochizm :)
           I słońce rano, aż z trudem wytrzymuję w pracy :)
           Po południu pozbierałam z trawnika gałęzie forsycji, nie ciętej lat X i z ulgą
           zauważyłam na winorośli pierwsze liście. Zaczęłam się obawiać, że przycięliśmy
           je tak skutecznie, że aż definitywnie.
         

135/365

Ciepło! Włożyłam więc nową koszulę a ponieważ od dawna nic nowego nie zakładałam, to tym bardziej czułam się dumna i piękna, że mam na sobie taką ładną, optymistyczną rzecz idealnie korespondującą z zielonym, soczystym majem:)
Dostałam powiadomienie, że w e-dzienniku (a konkretnie w sekcji: uwagi i osiągnięcia jest nowy wpis. Byłam przekonana, że to uwaga o braku zadania domowego lub coś w tym stylu. A tam... "Pochwała za zajęcie I miejsca w międzyklasowym konkursie wiedzy o krajach anglojęzycznych". Ooooo! A nic dziecko nie mówiło, że brało udział w jakimś międzyklasowym konkursie. Wprawdzie po powrocie ze szkoły wyjaśnił, że to pierwsze miejsce zajęli jako cała klasa a czy on odpowiadał na jakieś pytania, czy robił jakieś zadania to nie pamięta. Ale co się nacieszyłam pochwałą to moje;)
 

poniedziałek, 15 maja 2017

134/365

Powoli wchodziłam w dzień, jedna kawa, druga kawa. Szeroko otwarte okno i ja opatulona kołdrą. Za oknem soczysta zieleń, radosne ptasie trele. W piekarniku chleb, który zjedliśmy jeszcze ciepły, jak tylko chłopaki wrócili z IKEA. Moja ulubiona kanapka z lazurem, winogronami i orzechami. I ta chrupiąca skórka...


Pogrzałam się na balkonie, zrobiłam porządki w szafach, przymierzyłam letnie ubrania, zatęskniłam za górami. Posłuchałam bezpłatnego fragmentu "Wzgórza psów" Żulczyka i poważnie rozważam zakup. Na obiad risotto ze szparagami i białe, schłodzone wino. Na podwieczorek proste ciasto z rabarbarem.
Maj, nareszcie jest!

133/365

Upiekłam rano dwie chałki i dwa chleby, z cichą nadzieją, że to zapas na kilka dni. Przyjechała mama z G., pół chałki zniknęło, drugie pół i jeden chleb podarowałam mamie. L. odwiózł G. do kolegi i zabrał drugą chałkę. Do wieczora nie ostała się ani okruszyna chleb. No cóż... 
Przez cały dzień oglądałam nową wersję "Ani z Zielonego Wzgórza" wyprodukowaną przez Netflix. Jest tak bardzo inna od tej wersji z Megan Follows, mniej sielankowa, bardziej dramatyczna. Za to Zielone Wzgórze jest zachwycające, zdecydowanie bliższe moim wyobrażeniom o tym miejscu. I znów zatęskniłam za całą serią o Ani...
Na obiad zrobiłam carbonarę ze szparagami, boczek zastępując szynką szwarcwaldzką. A wieczorem znów wyrobiłam ciasto na chleb:)

132/365

Z pracy frunęłam jak na skrzydłach, prosto w zieleń łąki, prosto w słońce. Uwielbiam te piątkowe popołudnia - perspektywę dwóch dni wolnych od pracy, od myślenia o pracy. G. spał u babci, L. wyszedł na wieczorne spotkanie więc wieczór miałam cały dla siebie. Wyrobiłam ciasto na chleb, zaplotłam chałki, wymiotłam z zamrażarki ostatnie pierogi, znów zachwyciłam się moją domowo kiszoną kapustą i obejrzałam wszystkie zaległe odcinki "Riverdale":)

niedziela, 14 maja 2017

134.2017

14/05 - chyba sesja jogi wyzwoliła jakieś pokłady zapotrzebowania na sen,
            bo spałam do południa. Ale sny nie były przyjemne :/
         
            Po 15-tej pojechałyśmy z Ir. do T. i do Obi, skąd wróciłyśmy z workiem
            ziemi i skrzynką kwiatów: lobelie, wilczomlecze, portulaki, bakopa, kocanki,
            komarzyce, niedośpian, heliotrop i kalocefalus Browna. Przesadziłyśmy rośliny
            do skrzynek i donic a do gruntu tytoń i bergenie, które mam po raz pierwszy.

            A wieczorem... wiem jak to idiotycznie wygląda... poszłam z Ig biegać
            wg schematu.
         

133.2017

13/05 - rano wysłuchałam końcówkę "Ziemi obiecanej". Ostatnio tak duże
          wrażenie zrobiła na mnie "Fatum i furia". Żal mi rozstawać się z Łodzią,
          klimatem, bohaterami. Żeby pozostać jeszcze w atmosferze włączyłam film
          Wajdy w opcji serialu i to nie był dobry pomysł. Abstrahując od koszmarnej
          jakości YT, słabego montażu, to i Borowiecki taki płaski, płytki, a najbardziej
          zirytował mnie Łapicki jako Trawiński (bo kompletnie inaczej go sobie
          wyobrażałam :), który na dodatek w filmie się postrzelił, bo chyba nie zastrzelił.

          Po południu pojechałam na jogę nidrę. W ramach tej sesji można było podjąć
          decyzję  zmieniającą życie :) np. od jutra: nie jem kolacji, przestrzegam diety,
          dostrzegam barwy w życiu, lubię biegać, nauka angielskiego jest łatwa itd.
          I gdy doszłam do momentu decyzji powiedziałam sobie: lubię biegać !!!
          To prawdziwe wyzwanie ! :)

132.2017

12/05 - piątek. Odebrałam ulubione kamasze od szewca. Spisałam je
           na straty, bo dosłownie odpadł mi szeroki obcas, ale postanowiłam
           je ratować i bardzo jestem z pracy pana szewca zadowolona :)
           Wieczorem zadzwoniła B. i zaprosiła mnie na sushi. Bosh... uwielbiam !
         

piątek, 12 maja 2017

131/365

Ciepło! Włożyłam wiosenne spodnie i lekki sweterek z dużym dekoltem na plecach, i nareszcie mokasyny! Poczułam się jak milion świeżo wydrukowanych dolarów:)
Rano upiekłam chałki. Tak, ten zapach snujący się po domu już od świtu bardzo poprawia mi nastrój. A ciepła bułka z masłem i dżemem z czarnej porzeczki smakuje jak rarytas.
W pracy jakby lepiej. Boję się zapeszyć, bo wiadomo, ale jest kilka tematów, które rokują i być może uda się je rozwinąć. Trzeba trzymać kciuki:)
Kiedy po południu szłam przez zalaną słońcem i zielenią łąkę pomyślałam, że gdyby tylko w pracy się poukładało byłabym po prostu i w pełni szczęśliwa.

czwartek, 11 maja 2017

131.2017

11/05 - wróciłam z pracy, na podwórku stał zięć sąsiada (ten, który tak głośno
            mówi, gdy jest na tarasie). Kiedyś widziałam, że sklejał model czołgu,
            więc podeszłam spytać, czy wie czym można połączyć elementy nausznicy.
            Okazało się, że umie mówić cicho ! Doradził mi cement do metalu.
            Pojechałam do sklepu, znalazłam dwuskładnikowy klej do metalu, więc kupiłam,
            bo odmówiło mi trzech złotników. Najwyraźniej  parają się wyłącznie
            szlachetnym kruszcem. Skleiłam, a czas pokaże na ile to trwałe. Ponadto
            połączyłam gorącym klejem (innym :) kinkiet ze szklanym kloszem. Doczekał
            się po jakichś 6 latach, oraz przytarłam stojąc na drabinie gładź na suficie
            w łazience. I jestem z siebie bardzo zadowolona ! :)
           
            Syn nr2 z rozszerzenia z angielskiego uzyskał 100%  !!!
           
            Dzień było słoneczny i proszz :D


130/365

Obudziłam się z bólem głowy. Uznałam, że nie muszę się spieszyć, że do pracy pójdę po odprowadzeniu G. do szkoły, dzięki czemu pobędziemy razem a G. nie będzie musiał spędzić kilku godzin w świetlicy. Czas poranny wykorzystałam na przejrzenie garderoby wiosennej. No cóż... wszystkie moje wiosenno-letnie spodnie są mi za duże! A część, niestety, nie ma opcji podtrzymania ich paskiem:/ Jedna z ulubionych par zatrzymuje się na biodrach. Oczywiście, że mnie to cieszy, ba! nawet zachwyca, ale... z oczywistych względów muszę chodzić w za dużych ubraniach:/ Wieczorem zaplotłam chałki na poranne pieczenie a przed snem przymierzyłam kilka letnich bluzek, które od lat czekały w szafie na swój czas. I ten czas właśnie nadszedł, chociaż nadal przecieram oczy ze zdumienia:)

Wracając z pracy wjechaliśmy do biura rachunkowego, które rozlicza firmę W. Panie poprosiły, abyśmy koniecznie weszli z Zaspą. To jak serdecznie nas powitały, jak bardzo inne są od moich wyobrażeń o nich, jak wiele dobrej energii, serdeczności z nich płynie... Wyszłam trochę rozczulona tą serdecznością, a trochę rozżalona, że w temacie księgowości utknęłam z panem I. Ale było to bardzo miłe spotkanie z cudownymi ludźmi:)

środa, 10 maja 2017

130.2017

10/05 - listonoszka dostarczyła mi przesyłkę: spódnica i nausznica. Spódnica
           bardzo fajna, z możliwością podwiązania dołu, powstaje taka przestrzenna
           forma niekoniecznie adekwatna do mojej figury, ale i tak mi się podoba.
           Natomiast ta nausznica to lipa. Wygląda nieźle, tyle, że sztyft oderwał się,
           gdy próbowałam założyć.

           Po pracy pojechałam do Aliora i z wielką !!! satysfakcją zamknęłam konto.
           Przejęli mnie wraz z kredytem z BPH jak krzesło. Bleh ! Jedynie meloniki
           mają fajne  !

129.2017

09/05 - urlop w domu spędziłam na sprzątaniu i gotowaniu słuchając "Ziemi obiecanej".
            Marek Walczak czyta rewelacyjnie, a sama powieść jest napisana pięknym
            językiem, z  takim rozmachem, że popadam euforię spowodowaną  opisami.
            Widzę tę Łódź, te fabryki, te salony i tę biedę, Borowieckiego o twarzy
            Olbrychskiego, Madę - Dykiel, Lucy - Kalinę Jędrusik. Znakomita książka.
 
            Syn nr2 zdawał rozszerzenie z matematyki. Wyszedł bardzo niezadowolony...
            Zobaczymy jak będzie, bo mam wrażenie, że był bardzo dobrze przygotowany,
            a po egzaminach gaśnie mi w oczach, widzę i słyszę jaki jest zawiedziony.

       
         

129/365

Dałam się namówić i pojechałam z chłopakami na trening. Było tak zimno, w dodatku padało, że uznaliśmy przyglądanie się za kompletnie bezsensowne. W tym czasie podjechaliśmy do "Starej Pączkarni" na pączki. Jak zwykle miałam problem z wyborem smaku nadzienia, ostatecznie zdecydowałam się na serowo-makowe. Pączek był tak ogromny, że ledwie udało się go zjeść. Ale ta chwila przyjemności, chwila od zachcianki do realizacji...

wtorek, 9 maja 2017

128.2017

08/05 - L. wróciłam z Medjugorie, przywiozła mi obrazek/zaproszenie
            i białą bransoletkę z medalikiem. Wzruszyła mnie tymi upominkami,
            szczególnie, że rano pomyślałam, że być może to, co się dzieje przez
            ostatnie dwa dni ma związek z intencjami, które jej dałam.

            Wracając z pracy zobaczyłam (wspomniane w komentarzu) szparagi,
            ale nie zdecydowałam się. Za to oczy zaświeciły mi się do ledowych lampek,
            które kupiłam :))


         Wieczorem dostałam maila od Ag, który już tak wbił mnie w kanapę,
         że nie mogłam się ruszyć z wrażenia. Seria zdarzeń z ostatnich trzech
         dni jest niewiarygodna, a jednocześnie trudna do zaakceptowania...
         a przecież to wyjątkowo dobre wiadomości.
 

128/365

Kupiłam pierwsze szparagi w tym roku. Na obiad podałam z ziemniaczanym puree, gotowaną marchewką i jajkiem sadzonym. Uwielbiam (chociaż szparagi były nieco łykowate i gorzkawe w smaku)! Na deser podzieliliśmy się resztą tarty. Wieczorem G. tulił się do mnie, mam wrażenie że czuje mój coraz większy spokój, że znów jestem dla niego przyjaznym, czułym oparciem. A przed snem udało mi się przeczytać kilkanaście stron "Roku królika" Bator; za mną 1/4 lektury a ja wciąż mam wrażenie, ze ie wyszłam poza wstęp, wciąż zastanawiam się, czy już się dzieje czy dopiero zacznie się dziać.

poniedziałek, 8 maja 2017

127/365

Rano upiekłam mój ulubiony vermont sourdough, od razu dwa małe bochenki. Był tak pyszny, że cały bochenek zjedliśmy na śniadanie. Na deser w ramach imieninowej kawy zrobiłam tartę z malinami i kremem tiramisu, nieco udoskonalając przepis. Jednak uwielbiam kremy na bazie mascarpone. Wprawdzie ten był dla mnie nieco za słodki, ale całość - cudownie pyszna, delikatna, idealna.


126/365

Ponieważ G. jechał na urodzinową imprezkę, mieliśmy wolne dwie i pół godziny. Pojechaliśmy do galerii handlowej. Miałam do wydania na siebie 100 pln. Bardzo dawno nie kupowałam nic w sklepach poza wyprzedażami więc na widok regularnych cen ubrań (tak bardzo nie przystających do ich jakości) przecierałam oczy ze zdumienia. Może i nawet było coś, co chciałabym przymierzyć, ale zdecydowanie nie byłam gotowa zapłacić za to kwoty widniejącej na metce. W końcu udało mi się kupić koszulę, która nie tylko spodobała mi się bardzo, to jeszcze była przeceniona o 50%. Teraz to już tylko czekam, aż zrobi się na tyle ciepło, abym mogła ją założyć:)

niedziela, 7 maja 2017

125/365

Na noc zostawiłam uchylone okno. Matko, jak rano było zimno. Absolutnie odmówiłam porannego wstawania póki w domu nie nagrzeje się. Do pracy dotarłam na 10:30 i mam wrażenie, że nic nie zrobiłam. A na śniadanie, jak ekscentrycznie, podjechaliśmy na porcję sajgonek. W domu z G. czytamy "Dzieci z Bullerbyn" - moją ukochaną książkę z dzieciństwa, którą czytałam chyba kilkanaście razy - i jakie jest moje zdziwienie, kiedy dziecko stwierdza, że fajna i samodzielnie czyta kilka stron. Przede mną weekend... taka kojąca perspektywa.

124/365

Fakt, że ten tydzień to zaledwie dwa dni pracy odbieram  jako niewiarygodną ulgę. Rano mam problem z dobudzeniem się, ze zwleczeniem z łóżka. Z ulgą wyprawiam G. do szkoły i zmykam jeszcze chwilę poleżeć. A później dzień mija jakoś łatwo i szybko. Na deser zjadamy imieninowe rożki. A mama dzwoni i pyta, czy będę w domu, bo stęskniła się za nami:)

127.2017

07/05 - pogoda późnopaździernikowa. O ile rano było znośnie, im później, tym
           chłodniej, a w końcu zaczął padać deszcz. Wobec tego kompletnie bez związku
           pomalowałam włosy na jasnorudy. Dalej, na fali zajęcia się sobą, zrobiłam próbę
           paint can, który dostałam od B. Wyszedł koszmar, jakbym używała farby olejnej.
           Nie dość, ze smugi na paznokciach, całe palce oblepione, to aplikacja sprayem
           jest  bardzo nieprzyjemna. Miałam wrażenie jakbym zamrażała sobie palce. Brrr...
           Musiałam całość zmyć i użyć tradycyjnego lakieru.
           Wieczorem rozmawiałam z K. Zaproponowała mi weekend w Bristolu. Trudno
           mi pisać o całej sytuacji... finał jest taki, że mam kupiony bilet na 2 czerwca !
           Później jeszcze Skype z H. i kolejna, nieprawdopodobna propozycja została
           po- i za-twierdzona !

126.2017

06/05 - o siódmej rano świeciło słońce ! Poszłam do ogródka powyrywać pokrzywy
           i mlecze, których mam nadzwyczajny urodzaj. Dwie małe hosty przesadziłam
           do frontowego. Okazuje się, że znalazłam nowe, bardzo relaksujące zajęcie.
           Jest to grabienie żwiru ! Z większych kamieni ułożonych pod rynną powstaje
           sucha rzeka i wychodzi mi coś na kształt eklektycznie powiązanych elementów
           ogrodu japońskiego z rustykalnym :) A bez zadęcia - po prostu cieszę się z tego
           małego kawałka przestrzeni, który zaczyna być uporządkowany i taki mój.
           W ciągu dnia jeszcze spałam, gotowałam słuchając "Ziemi obiecanej",
           byłam na zakupach, dostałam zaskakującą wiadomość od H., zaś wieczorem
           wylądowałam u B. i L. Obejrzeliśmy razem finał TTBZ. Naszym zdaniem
           najlepszy był Sławomir i jako całokształt, i jako Freddy Mercury !
         

125.2017

05/05 - wreszcie słonecznie i ciepło. Po pracy wpadłam do br1 dokończyć
            rozliczenia. Po powrocie do domu posadziłam w nowym, frontowym
            ogródku cebulki szczawika. I już wiem, dlaczego pomimo chłodu
            widzę wiosnę. Kolejne rośliny wychodzą z ziemi. Przekwitły już fiołki, krokusy,
            hiacynty i forsycje, zastąpiły je wielobarwne tulipany, przebijają się hosty,
            niesamowity wysyp konwalii, w tym już pierwsze kwiaty, jakby niespostrzeżenie
            pokazały się szafirki, pierwiosnki: niskie fioletowe, wysokie żółte, pomarańczowe
            i bordowe, niebieskie plamy ułudki, niezapominajek wodnych, o kwiatach
            podobnych do ogrodowych, za to zupełnie innych liściach... i mogłabym
            tak wymieniać długo, bo jeszcze piwonie, hortensja, pąki na milinie, azalie,
            liście floksów, irysów... to wszystko jest jawną i bezdyskusyjną manifestacją
            wiosny !
            Wygląda na to, że dochowałam się smardza !


            Wieczorem odebrałam z paczkomatu audiobooki. Obejrzałam TzG i padłam :)

124.2017

04/05 - z radością przyjęłam wiadomość, że 9 maja nie będzie prądu w pracy,
           po czym zreflektowałam się, że może i fajnie, że wezmę urlop, ale
           dramatycznie skraca mi się czas na rozliczenie delegacji.
           Zostałam 2 godz dłużej  i nadal wielką frajdę sprawia mi nowy skaner,
           który znacząco usprawnia mi pracę.
         
           Syn nr2 zdawał maturę z polskiego, a ja niby nie denerwuje się,
           ale jednak podskórnie czuję niepokój. Podjechałam po pracy do rodziców,
           gdzie czekał na mnie Ig. Z jednej strony rozpiera mnie duma, gdy widzę
           jaki jest przystojny w garniturze :) a z drugiej przenika smutek z powodu
           upływu czasu.

czwartek, 4 maja 2017

123/365

Tak szybko minęły te dni. Spakowaliśmy się, posprzątaliśmy dom, poszliśmy na spacer jeszcze chwilę pooddychać nadmorskim powietrzem, posłuchać łomotu potężnych fal. Pomimo słonecznej pogody morze wydawało się groźne, tak różne od tego, które pamiętałam z ubiegłorocznej majówki. Znów patrzyłam urzeczona, że ono takie piękne bez pomocy, bez ingerencji człowieka. Że tu sama natura wystarczy. A ja w tej naturze taki pyłek, proch marny... Dziwne poczucie ulgi, że do "dziania się" morza nie jestem absolutnie potrzebna. I żal, że trzeba odwrócić się plecami, zostawić je za sobą i wracać do domu, do miasta, do obowiązków i problemów.

122/365

Zebraliśmy się i pojechaliśmy do portu w Unieściu na smażoną rybę. W Gąskach były pustki, za to w Mielnie i Unieściu całkiem sporo ludzi. Na wolny stolik musieliśmy czekać kilkanaście minut (tym bardziej, że byliśmy sporą grupą: 4 dorosłych i 6 dzieci), a i tak dostaliśmy miejsce obok pieca wędzarniczego:) Ryba smaczna chociaż zachwytu nie było. W drodze powrotnej wjechaliśmy do Sarbinowa, do Świata Lodów. I tu już zachwyt był oczywisty ale przyznaję, że podczas takiej pogody lody jednak mniej smakują. 

121/365

Kolejny poranek, kiedy spaliśmy chyba do dziewiątej. Po leniwym śniadaniu poszliśmy plażą na spacer aż do Pleśnej. Po wydmach widać, jak niszcząca była w tym roku siła jesiennych i zimowych sztormów. Klif wygląda jakby morze dosłownie wygryzało części lądu, mnóstwo powalonych drzew, zniszczone drewniane wejścia na plażę. Wiało tak mocno, że dzieciaki naprawdę ledwie szły, nawet pies wlókł się łapa za łapą. 
Na poniedziałkowy obiad zaplanowaliśmy grilla. Upiekliśmy kiełbaski, ziemniaki, szaszłyki. Do tego sosy i sałatki, dla mnie białe wino. Siedzieliśmy opatuleni w śpiwory, bo ciężki mówić o pogodnym, majowym wieczorze:)

120/365

Niedzielny, słoneczny poranek. Śniadanie na słodko - domowa chałka, dżem wiśniowy i masło orzechowe. Leniwe wchodzenie w dzień. Pozwoliłam aby włosy wyschły na słońcu, zaskoczyło mnie, że całkiem ładnie ułożyły się. A później poszliśmy nad morze. Mimo majówki - kompletnie pusto. Chyba jednak ludzkość wystraszyła się tej wietrznej pogody. Po spacerze, kiedy wróciłam wręcz wysmagana wiatrem i odurzona tym nadmorskim powietrzem, położyłam się na chwilę. A tak naprawdę przespałam trzy godziny. Wieczorem kolejny spacer nad morzem. Brykająca Zaspa, nasze nieudolne próby zrobienia ładnego zdjęcia...

119/365

Wstaję wcześnie rano (z trudem! matko, jak dobrze mi się śpi!), włączam piekarnik i piekę zaplecione dzień wcześniej chałki i cudownie wyrośnięty bochenek chleba. Po raz pierwszy udało mi się naciąć chleb tak, że skórka nie popękała. Ten zapach!
A o 10 wyjeżdżamy. Powoli, zapakowani po dach, z dwoma ośmiolatkami na pokładzie. Droga długa, część trasy w deszczu, w dodatku w Trójce beznadziejny program a jedyna płyta, jak na złość, zacina się. Kiedy docieramy nad morze jest zimno, wietrzenie i pada. Szybko rozpalamy w piecu, siadamy do kawy, placka, z marszu zjadamy pół bochenka chleba z samym masłem. Przed nami kilka dni spokoju, beztroski i morza tuż za wątłą ścianką lasu...

118/365

Piątek domowy. Wstaję i już mam dość tej pogody, do sklepu idę w zimowej, puchowej kurtce i zimowych butach - powoli stają się obuwiem całorocznym:/ Z półki w warzywniaku wybieram ostatnią dostępną wiązkę rabarbaru do placka. A później przygotowuję nas do wyjazdu, wyrabiam ciasto na chleb, piekę placek, smażę naleśniki... W słuchawkach bezpłatny fragment książki Horsta z serii o Williamie Wistingu. Po prawie dwóch godzinach walki udało mi się rozpalić w kominku. Takie domowe, ciepłe drobiazgi. I jeszcze domowo farbuję włosy. Liczę na jasny, świetlisty kolor. Dostaję... znów jakieś czerwonawy, dość ciemny odcień. Zaskakującym znajduję fakt, iż całkiem dobrze podkreśla urodę, ładnie współgra z ciemnoniebieskimi oprawkami okularów. 

117/365

Poranna wiadomość, że paczka z książkami już czeka na odbiór. Ach! I ta chwila, kiedy otwieram, dotykam, głaszczę, czytam kilka przypadkowych zdań. Lubię to, bardzo. Po pracy szybko zjadam pierogi z jagodami i pędzę do lekarza. A chwilę później pędzę z dzieckiem na mecz sparingowy. Jest wietrzenie, zimno a boisko na którym grają nie ma ławek, więc stoimy za płotem przez ponad półtorej godziny. Ale w plecaku L. ukrył niespodziankę - termos z grzanym winem:)

środa, 3 maja 2017

123.2017

03/05 - myślałam, że nie podniosę się z łóżka, a jak już, to i tak wracałam.
           Śniadanie. Dokończyłam słuchać "Ciemno...". Zasnęłam. Po przebudzeniu
           zamówiłam audiobooki "Piaskową górę" i "Chmurdalie" (w promocji).
           Kilka dni temu ściągnęłam "Czerwone i czarne". Dopiero dziś doczytałam,
           że to adaptacja i w sumie nie wiem, czy to ten fakt zaszkodził, odzierając lekturę,
           (raczej nie pomógł) niejako ją szatkując, czy ona jest po prostu nudna !
           Parę razy zaczynałam czytać w wersji tradycyjnej, ale nie mogłam się przebić,
           a teraz to w zasadzie jakbym wysłuchała bryk. W międzyczasie spałam.
           Chłód na dworze bardzo zniechęca do wychodzenia. Pojechałam na chwilę do
           rodziców, ale wszędzie mi zimno.
           Po powrocie zrobiłam makaron z tartą bułką i skórką cytrynową a`la Robert
           Makłowicz, a na piątek i sobotę zupę z groszku i łososia z kaszą jaglaną.
           Za najnowszy punkt w subskrypcji ściągnęłam "Ziemię obiecaną" (w całości).
           Dziwny dzień, czuję, że znów targają mną emocje, znów wyłażą przygnębiające
           myśli...
         

122.2017

02/05 - w tym roku postanowiłam zmierzyć się z  Polskim Topem Wszech Czasów.
           Te piosenki, które kojarzę z przyjemnymi momentami w moim życiu
           przemijały lightowo, wywołując uśmiech, ale wiele wywoływało ból,
           więc musiałam wykazywać nieco heroizmu, go ucisk w gardle, w oczach łzy...
           W pracy ze słuchawką, później w aucie, a w domu aż do końca w kuchni.
           Żeby nie siedzieć bezczynnie i nie poddać się zbyt emocjom wysprzątałam
           zakamarek i wszystkie szafki, umyłam podłogi. 94. "Gdybym" Voo Voo
           93. "Wspomnienie" Niemena... Piosenki następujące po sobie, wyznaczające
           istotne dla mnie momenty. I całe mnóstwo innych.
           Wieczorem z synem nr2 obejrzeliśmy film, w którym Benedict Cumberbatch
           wygląda zaskakująco dobrze !

wtorek, 2 maja 2017

121.2017

01/05 - założyłam czarne, lakierowane szpilki, pomalowałam usta czerwoną
            pomadką Diora. Jednak dłuższe włosy (i spadek kilogramów) bardziej
            idą w parze z moją kobiecością, niż cokolwiek innego. Tzn. pewnie znalazłabym
            inne czynniki jeszcze bardziej budujące :) ale wobec deficytów w tym zakresie,
            pozostaje się cieszyć tym, co jest.
            Z synem nr2 pojechaliśmy do rodziców uczcić urodziny mojego taty.
            Po przekroczeniu progu ich mieszkania Vitalia kompletnie przestaje działać
            i obawiam się, że zawsze już tak będzie.





poniedziałek, 1 maja 2017

120.2017

30/04 - rano tour po sklepach, ponieważ piątek i sobota wyglądały
           jakby nadciągało czterech jeźdźców Apokalipsy, wszędzie kolejki,
           korki na drogach !!! A ja tradycyjnie (i outsidersko) lepiej odpocznę pozostając
           w opustoszałym mieście, niżbym dołączyła do tego nieprzytomnego
           z powodu majówki tłumu. Więc, odebrałam torcik urodzinowy dla taty.
           Zdecydowałam się na symboliczny, (bo mały) w kształcie serca.
           W Obi kupiłam wiciokrzew Heckrottii w ramach prezentu.
         
           W domu odważyłam się zrobić pierwsze poważne pranie, bo jednak
           do wszelkich nowych sprzętów podchodzę jak do jeża... Udało się :)

           Po południu przy domowych nuggetsach obejrzeliśmy z synem nr2
           zaskakująco dobry film !

           Na początku tej notatki napisałam, że kwiecień żegnam bez żalu, bo
           taki zimny, brrr i blech... ale to nieprawda. To był dla mnie taki dobry
           i spokojny miesiąc. Wreszcie dużo przespanych nocy, pozałatwiałam
           kilka prywatnych i służbowych spraw, które kładły się cieniem lub
           szargały mi nerwy, toteż zmieniam zdanie :) Żegnam ten kwiecień
           z przyjaznym uśmiechem.

119.2017

29/04 - sobota. Dowiedziałam się o dwóch ciążach. Może trzeba było -
           wobec tej niezwykłej kumulacji - zagrać w lotka ?
           Przedpołudnie w br1. Mimo tego, że pracy jest tyle samo,
           to znacznie lepiej ją znoszę dzięki wciąż chłodnej, ale jednak wiośnie.
           Z przyjemnością wychodzę i wracam do domu. Nowo zasadzone
           rośliny sprawiają wrażenie zdrowych, więc zakładam, że przyjęły
           się w tym miejscu.
           Wieczorem pojechałam do B. i L. na kameralne przyjęcie urodzinowe.
           Prezent, tyle, że zielony i adekwatny % załącznik :)