piątek, 28 kwietnia 2017

118.2017

28/04 - dopłynęły zza wielkiej wody dwie paczki od mojej siostry.
           1/3 ich zawartości, to ubrania dla mnie :) w tym 2 fajne żakiety,
           jeden aksamitny i barwny jak ogrody Henri`ego Rousseau.
          A o Henrim Rousseau dowiedziałam się dziś z audiobooka i zakochałam
          się w jego malarstwie !

         W TZG usłyszałam piosenkę Agnieszki Chylińskiej.
         Obejrzałam klip, momentami zobaczyłam i usłyszałam siebie,
         poczułam jak (sobie) współczuję, jak bardzo mogłabym pokochać
         tę osobę, którą widzę, tę mieszankę zadziorności i nieśmiałości. Czuję
         też taki kiczowaty patos jak w "sępie miłości" czy klaskaniu Rubika,
         w tej "królowej"... no ale emocjonalnie mnie trafia.


117.2017

27/04 - kolejna sprawa, która spędzała mi sen z powiek rozwiązała się
           sama. Jednak ZUS skontrolował zwolnienie i pracownik ozdrowiał,
           ale ponieważ nie wykazywał chęci na powrót do pracy, to rozwiązaliśmy
           UOP. Po pracy ostatnia firma w br2, krótka wizyta u rodziców, a potem
           już dwie czy trzy spokojne godziny pod kocem z audiobookiem.
           Bardzo mnie ta książka porusza, wzrusza, wstrząsa...

116.2017

26/04 - urlop spędziłam w br1. Po powrocie do domu, koło 15-tej
           dostarczono mi pralkę ! Młodzi pracownicy sklepu wnieśli ją
           na samą górę, a obawiałam się, że postawią przy furtce.
           Później D. i syn nr2 podłączyli to cudo i patrzyłam jak urzeczona
           na pierwszy cykl prania :))
           Przy okazji, po jakichś 15 latach, lustro w łazience doczekało się fugi :)
             

115,2017

25/04 - trzy dobre wiadomości !
           1. - ukraiński pracownik nie chce przedłużać umowy, więc tracą
           rację bytu wszystkie problemy związane z tym tematem. Dodam,
           że postępowanie rozpoczęte przez MUW w grudniu jeszcze się
           nie zakończyło. Nie wiem czego tu nie rozumiem, ale prawie pół
           roku na rozpatrzenie banalnej sprawy to jakiś kosmos.
           2. - kupiłam pierwsze szparagi ! :)
           3. - przekroczyłam punkt krytyczny w "Ciemno..." i jestem zachwycona
           tą książkę. Sprawdzałam w wersji papierowej to coś koło setnej strony
           i obawiam się, że gdybym ją czytała, a nie słuchała, nie dobrnęłabym
           do tego momentu, a szkoda.

czwartek, 27 kwietnia 2017

116/365

Rano obudził mnie budzik. To kolejny dzień, kiedy wstaję bo muszę a nie dlatego, że budzą mnie nerwy. Spojrzałam w lustro i pomyślałam, że cokolwiek stanie się z firmą to nie będzie koniec świata. Nie żebym miała pomysł na przyszłość, ale... poczułam, że jeśli będzie taka potrzeba to coś wymyślę, jakoś damy sobie radę. A później zalotnie uśmiechnęłam się, przeczesałam włosy i z dobrym nastrojem weszłam w dzień. Dzień, który nie był szczególnie pozytywny czy obfitujący w dobre wiadomości. Ale przyjmuję to z coraz większym spokojem. 

Na obiad zrobiłam pomidorową. Nawet dziecko, które nosem kręciło, że nie chce zjadło dwie dokładki!

wtorek, 25 kwietnia 2017

115/365

Rano mama powiedziała, że mam sobie wybrać prezent na imieniny w określonej kwocie a mama za niego zapłaci. To pognałam do księgarni internetowej i zamówiłam trzy książki. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mogłam ów limit wykorzystać bardziej praktycznie (np. na dżinsy w mniejszym rozmiarze, dwie bluzki, buty) ale jednak fakt, że dostanę trzy nowe książki elektryzuje mnie niewiarygodnie. A przy okazji zakupu miary w Castoramie zrobiłam promocyjne zakupy w Rossmanie. Tyle pisali, że puste półki, że bitwa przy kasach, że ludzkość podstępnie wykrada z koszyków. A ja kupiłam to, co chciałam bez problemu.
I jeszcze w tamach uzupełnienia: klient, który spóźnił się z płatnością faktury przyniósł nam tort. A G. dostał powołanie na sparing, co bardzo go ucieszyło i zbudowało, bo oznacza, że jest postęp:)

114.2017

24/04 - postanowiłam przetestować nową deszczownicę i sprawdzić, czy
            na pewno woda już nie przecieka. I jestem zachwycona ! :) Strumień
            jest tak przyjemnie miękki, nie za bardzo rozproszony, ale z poprzedniego
            prysznica woda wydawała się taka ostra, twarda, a spod tego nie chce się
            wychodzić, mogłabym tak stać i stać.
            Poza tym dzień był nijaki. Cieszyłam się, że mam wolne popołudnie,
            zasnęłam słuchając "Ciemno...". Wieczorem zmusiłam się, żeby przygotować
            2 śniadanie na następny dzień, Było tak zimno, że nie dałam rady iść na spacer.

114/365

Po przespanej nocy okazało się, że nie nadaję się do pracy. Pod prysznicem dostałam takich zawrotów głowy, że musiałam usiąść, inaczej przewróciłabym się. Podobnie, kiedy szłam po schodach. Padłam na łóżko i spałam do 11:30. Wstałam rozespana i z takim dziwnym wrażeniem, że chyba tego głębokiego, długiego snu bardzo mi brakowała. Niemniej... nie polecam.
Poszłam na zakupy, w domu wstawiłam rosół, zagniotłam ciasto na pierogi. I ulepiłam 50 pierogów z jagodami. Zjedliśmy ponad połowę! Resztę zamroziłam. A popołudnie... przespałam.

113/365

Beztroska weekendowa uleciała o czwartej nad ranem. Postanowiłam, że na kolejną noc przyjmę jednak zapisane przez lekarza tabletki. Rozedrganie nie minęło do wieczora. Zrobiłam na obiad małe, opiekane klopsiki i sos pomidorowy z makaronem. Do wieczora oglądaliśmy serial, który niezmiennie mnie śmieszy czyli "Brooklyn 9-9". I bardzo wzruszyła mnie troska, opiekuńczość L. Pamiętam, jak opiekował się swoją mamą. I źle mi, kiedy myślę, że teraz w podobny sposób musi opiekować się mną. Ale bardzo to doceniam.

112/365

Plan był taki, aby zebrać się i sprzątać. Ale łóżko było tak wygodne a wspólna gra w drafty (i towarzyszące temu łaskotanie G., okładanie się poduszkami, losowe układanie drużyn) tak wciągająca, że wstaliśmy o godzinie tak skandalicznej, że nawet nie mam odwagi napisać, która była:) W ramach totalnego rozpieszczania się zrobiłam gofry. O matko! Jak tęskniliśmy za tym smakiem! Z serem waniliowym, borówkami i ananasem. A co mi tam - przyznam, że zjadłam trzy:)

111/365

Przyszedł list z ZUS. Nieoptymistyczny. Nie, nie rozpłakałam się. 
W ramach leczenia tego dnia pojechaliśmy z G. na pizzę, ależ się cieszył z niespodzianki. Zjadłam dwa kawałki i miałam dość. Reszta wystarczyła na kolację i jeszcze na sobotnie śniadanie dla dziecka. Tak ekonomicznie:) A do mnie dotarł list z takim ciepłym, wzruszającym podpisem. Bardzo nieadekwatna odpowiedź na moją litanię żalu i niemocy. 

niedziela, 23 kwietnia 2017

113.2017

23/04 - 1/5 niedzieli sprzątałam w pokoju sąsiadującym z łazienką,
            w którym syn nr1 miał swoją graciarnię. I wesoło nie jest, bo wcale
            nie jestem przekonana, że ten wyciek spod brodzika to jest jedyny
            powód zawilgoconej ściany. Muszę obserwować, co będzie się działo
            dalej.
            Następne 3/5 spędziła w pozycji horyzontalnej, a za oknem przewalił
            się wzorcowy kwiecień-plecień niosąc pochmurne niebo, grad a na
            koniec letnie słońce !  W międzyczasie na Audiotece za punkt kupiłam
            "Czerwone i czarne".
            A ostatnia część dnia do tej pory mnie przeraża. Zadzwonił D.,
            pojechałam do Obi, kupiłam nowe listwy, takie jak trzeba, po czym poszliśmy
            na kawę. Następnie weszliśmy do AGDeuroRTV, chciałam zobaczyć
            pralki i odkurzacze, skończyło się tak, że wyszłam z elektoluxem, a pralka
            będzie w środę. Faktem jest, że przez wiele lat marzyłam o remoncie
            łazienki. Najwyraźniej dojrzałam do tego pod każdym względem i właśnie
            to działanie mnie przeraża.

112.2017

22/04 - cały dzień spędziłam w br2 i o ile na początku byłam trochę przytłoczona,
            o tyle przed 18-tą stwierdziłam, że zostało zaledwie 7 firm z 32 !
            Wróciłam do domu zmęczona ale zadowolona, wyszłam z Sonią
             na spacerek, wielką frajdę sprawia mi ta jej euforyczna radość.

             Podczas oglądania TTBZ zasnęłam tuż przed ostatnią zawodniczką,
             podejrzewałam, że wygra Monika Borzym, bo wreszcie jakoś wyszedł
             jej występ, ale akurat po niej spodziewałam się dużo więcej,
             tymczasem mam wrażenie, że brakuje jej snickersa, bo ciągle gwiazdorzy.
             A w tym odcinku moim faworytem był Kuba Świderski jako wokalista R.E.M,
             poza tym chyba od początku jakąś dużą sympatię czuję do Pawła Jesionowskiego,
             choć do disco-polo nie przekonam się :)

111.2017

21/04 - wracając z pracy podjechałam do Obi wymienić listwy, ale w końcu
               nie wiedziałam jakie mam wziąć, D. nie odbierał tel., więc kupiłam,
               ehmy... deszczownicę i prysznic... Tak się zachowuję, jakbym była
               w łazienkowym, nałogowym transie. Odebrałam syna nr2 od rodziców,
               na świadectwie szkolnym będzie miał średnią -  uwaga: 5:0 !!!!
               i czerwony pasek, w klasie maturalnej !
               Wróciliśmy do domu, Ig zamontował nowy prysznic, co prawda
               jeden wężyk nie tak jak trzeba, więc woda lała się jednocześnie
               z deszczownicy i prysznica, ale doszedł jaki był powód.
               Wieczorem pojechałam do B. i L., zaś syn nr2 z kolegami rozlewali
               wino z naszych winogron, które nastawili w październiku czy listopadzie.
               Robili wino pierwszy raz i przyznam, że byłam zaskoczona, bo wyszło
               dobre !

110,2017

20/04 - po pracy na chwilę br1. Po południu pojechaliśmy z synem nr2 do Obi
           kupić listwy do łazienki, a przede wszystkim nowy wentylator i drzwiczki
           rewizyjne. Gdy wróciliśmy Ig wykręcił stary wentylator i zaczęły się
           schody. Wiem, że są kobiety tak zaradne i samodzielne, że taka wymiana
           nie sprawia im kłopotu, a dla nas to coś niewykonalnego. Skończyło się
           na telefonie do D., który przyjechał i razem z synem nr2 wstępnie zamontowali.
           Otwory po poprzednim wentylatorze są za blisko, trzeba je było zacementować,
           odczekać kilka dni, żeby na stałe zamontować nowy. A listwy nie pasują, muszę
           wymienić na szersze, niemniej tak się cieszę, że ta łazienka zaczyna odżywać,
           młodnieć i najwyraźniej cały remont wykonamy samodzielnie :)

piątek, 21 kwietnia 2017

110/365

Dałam się namówić na zjedzenie sajgonek w zestawie z ryżem i surówką, w ramach śniadanio-obiadu. Wyjście do centrum handlowego i roztrwonienie 24 pln bardzo dobrze mi zrobiło. A do wieczora dzień był zabiegany, bo i badania sportowe G., i wyjście na trening, i cała domowa reszta. Położyłam się o 21 i usnęłam...

czwartek, 20 kwietnia 2017

109/365

Dziecko zachwycone wspólnym graniem w piłkarski draft. Tak bardzo, że nawet na spacer idzie z tabletem (co jest bez sensu, bo nie ma połączenia z internetem). Zdobywamy karty, licytujemy się kto ma lepszą piłkarską legendę. No. A na spacer włożyłam puchową kurtkę, za to nie włożyłam czapki więc jednak zmarzłam:/ 
Wieczorem obejrzałam kolejny odcinek "Idola". Może tych programów jest już za dużo, może jest więcej możliwości zaprezentowania swojego talentu niż te kilkanaście lat temu. Teraz oglądam znużona, żadnych zachwytów, nawet nie pamiętam jakie śpiewali piosenki. Bo w głowie nadal mam te wykonania z ubiegłych edycji, nadal pamiętam wykonawców. I myślę, że jednak wtedy poziom był znacznie wyższy a i formuła - jak na ten czas - inna, nowa, zaskakująca.

środa, 19 kwietnia 2017

109.2017

19/04 - szczęśliwie syn nr1 wymiótł na moją wyraźną prośbę całą żywność
           i zabrał ze sobą :) Lodówka niemal pusta, a ja z ulgą mogę wracać
           do Vitalii i nic nie będzie mnie wodzić na pokuszenie. B. w pracy
           zauważyła, że schudłam ! czyli już coś widać :)
         

108.2017

18/04 - ucieszyłam się bardzo, gdy wróciłam z pracy, a syn nr1 wciąż był
           w domu. Miał jechać do Ol. najpóźniej wieczorem, ale udało mi się
           przekonać go, żeby pojechał jutro.
           Koło 19-tej pojechałam do B. i L. wysłuchać wieści z Gdańska...
           i w żaden sposób nie jest to pocieszające, że każdy ma swoje problemy.
         

108/365

Zaskoczyło mnie to zimno. Niby zapowiadane, niby termometr jasno wskazał konieczność wydobycia z szafy ciepłej chusty, płaszcza. Ale konfrontacja z porankiem, kiedy trzeba wyjść z domu, brrr...
W domu już ani szczapki drewna. Więc szybko skończyłam pracę (w wyziębionym biurze), wsiedliśmy do busa i pojechaliśmy po drewno kominkowe do tartaku oddalonego od Poznania o 40 km. I naprawdę fajnie się jechało, ten niespodziewany wyjazd to taka namiastka podróży, za którą już bardzo tęsknię. Po powrocie razem z G. układaliśmy drewno w piwnicy. Wzruszyła mnie troska mojego dziecka, które bardzo nalegało, żebym włożyła rękawiczki bo wejdzie mi drzazga:) Przed treningiem dałam się jeszcze namówić w granie drafta piłkarskiego na tablecie. Te dziecięce spojrzenie szeroko otwartych oczu, ten zachwyt i niedowierzanie, kiedy okazało się, że wygrałam karty z wymarzonymi zawodnikami:) Cudowna nagroda, bardzo, bardzo się cieszę, że umiałam podarować mu ten wspólny, dobry czas.

107/365

Uznaliśmy, że deszczowy i zimny poniedziałek wielkanocny będzie idealnym dniem piżamowym. Skończyłam książkę (słaba bardzo:/), zaczęłam "Rok królika" Bator - z wielką obawą, bo recenzje krytyczne bardzo do mnie trafiają i obawiam się, że z góry nieprzychylnie nastawiają. Oczywiście graliśmy w Dobble a w chwili kiedy wyszło słońce poszliśmy na spacer. I znów żal, że trzeba wyjść z tej świątecznej, bezpiecznej bańki...

wtorek, 18 kwietnia 2017

106/365

Rano - wiadomo - upiekłam chleb:)  I założyłam sukienkę, zaskoczona jak bardzo luźno leży. Szkoda tylko, że sukienka czarna a liniejąca Zaspa biała... więc zaraz po śniadaniu musiałam się przebrać.
Później graliśmy w Dobble, które G. dostał od zająca. Coś tam oglądaliśmy w tv. Zjedliśmy obiad, zjedliśmy słodkości. Nawet nie zbliżyłam się w rejony zmywarki:) Dzień spokojny, leniwy, bez złych myśli, bez rozpamiętywania. Bardzo potrzebowałam istnienia w tej (złudnej) bańce beztroski, komfortu i spokoju.

105/365

Każdego roku zamawiałam w ulubionej cukierni mazurki świąteczne. Każdego roku, kiedy odbieraliśmy te mazurki pani sprzedająca informowała, że niepotrzebnie zamawiamy bo dostają zawsze tak dużo, że jeszcze zostają. W tym roku zapomniałam zamówić. L. pojechał w piątek - po mazurkach ani śladu, pojechał w sobotę - odstał swoje w kolejce i... zabrakło. Pani sprzedająca powiedziała, że - a jakże - trzeba zamawiać:) I tak po raz pierwszy od lat zostaliśmy bez mazurka...

Rano upiekłam chleb. Popękał i nadmiernie wyrósł ale... ta chrupiąca skórka, jeszcze ciepła kromka z masłem. Tak, zdecydowanie nocne wyrastanie chleba w lodówce jest metodą dla mnie.

104/365

I kolejny dzień w domu. Z tym samym audiobookiem. Zakasałam rękawy i przygotowałam łazanki z kapustą i grzybami w ramach czyszczenia zamrażarki z zapasów z ostatnich świąt. Zrobiłam żurek, paschę, upiekłam kruche ciasteczka zajączki, babkę migdałową, zamarynowałam mięso, pokroiłam warzywa na sałatkę. Kiedy tak piszę to wydaje mi się, że to niewiele. A jednak zajęło mi prawie cały dzień. Wieczór spędziłam na czytaniu bloga o wypieku chleba, fascynująca lektura:) I postanowiłam spróbować metody z nocnym wyrastaniem chleba w lodówce...
Lubię, naprawdę lubię te przedświąteczną krzątaninę. Nawet kiedy nie jestem w najlepszej formie,  kiedy czuję że muszę mobilizować siły i chęci, to nie wyobrażam sobie aby tego rytuału nie było. I pomimo zmęczenia czuję, że to jest moja radość.

103/365

Ponieważ szkoła już od czwartku miała wolne, to i mnie przypadło siedzenie z dzieckiem w domu. Jeszcze przed ósmą pojechaliśmy do Auchan na zakupy. Zdziwiłam się, jak mało ludzi było, pomimo że czynne tylko dwie kasy to i tak nie było żadnych kolejek. Uwinęliśmy się z zakupami w 40 minut. W domu zmobilizowałam się i umyłam lodówkę, zaczęłam przedświąteczne przygotowania. Włączyłam "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator. To jeden z tych audiobooków, do których wracam bez poczucia znużenia, zawsze daje się uwieść tej opowieści, pomimo że to niełatwa, przygnębiająca i momentami straszna lektura. Ale w tym uwodzeniu spora zasługa lektorki, dzięki której czuję, jakby ktoś czytał mi baśń. A fakt, że w audiotece jest już niedostępna w sprzedaży potęguje wrażenie, że w tej formie istnieje specjalnie dla mnie.

102/365

Poranek wypełniło mi uspokajanie G., który pierwszy raz przed zajęciami szedł do świetlicy i bardzo bał się, czy pani świetliczanka na pewno powie, że już ma iść do klasy i czy będą dzieci, które zna. Bolą mnie te jego nerwy, ten wyolbrzymiony strach przed nowym. Jest w tym przerażająco podobny do mnie. 
Ledwie weszłam po pracy do domu a zaraz gnałam otworzyć panu z paczką. Oooo! Jak się zdziwiłam, kiedy wzięłam karton do ręki i upewniałam się, czy to na pewno ta paczka. Bardzo zaskoczyła mnie swoją wagą, zgodnie z zapowiedzią spodziewałam się czegoś lekkiego. Niecierpliwie rozdzieraliśmy papiery, taśmy - a kiedy ukazała się zawartość... G. zachwycony! Ja też. Zachwycona i wzruszona. A przede mną perspektywa kilu dni wolnych od pracy. Dobrze zaczął się ten czas.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

107.2017

17/04 - do 15-tej oglądałam powtórkę przebojów lat 80., ponieważ w nocy zasnęłam
           przy miejscu 29, a bardzo byłam ciekawa jaki utwór wygra.
           Później pojechaliśmy na obiad do rodziców. Dużą przyjemność sprawił
           mi fakt, że sukienka, która miesiąc temu była za ciasna, tym razem leżała
           dobrze i czułam się w niej swobodnie. Podczas obiadu obejrzeliśmy
           "Titanica". Ostatnio w całości oglądałam ten film dawno, a kiedyś
           podobał mi się tak bardzo, że w kinie byłam kilka razy :) I podoba mi się
           nadal. Ale poza tym zmęczyło mnie to świętowanie. Chłód i wiatr
           na dworze zniechęcał do spacerowania i mimo ograniczeń, znacząco
           zwiększona ilość jedzenia i innych bodźców - jednak odwykam od ludzi -
           sprawiły, że zaczęłam marzyć o tym, co właśnie teraz mam, ciszę, włączony
           tv i kota na kolanach.

106.2017

16/04 - jako, że z synem nr1 miał wracać kolega, nie załapałam się
           na miejsce w samochodzie. D. wraz z synem nr2 pojechali po nich do O.
           Miałam mnóstwo czasu na przygotowanie świątecznego obiadu.
           Wrócili do domu koło 14, syn nr1 wydaje mi się za każdym razem
           większy i wyższy ode mnie, co nadal nie mieści mi się w głowie :)
           Całe popołudnie spędziliśmy w domu, wieczorem oglądaliśmy razem
           na przypadkowo odkrytym kanale Kino Polska Muzyka, 100 największych
           przebojów lat 80. Bardzo byłam zaskoczona, że wokalistą Aya RL był
           Kukiz, i że to on śpiewał "Skórę" !

105.2017

15/04 - to był taki idealny dzień ! Wyjechaliśmy z synem nr2 ze święconką,
            zgodnie z planem zdążyliśmy na czas. Kościół od mojej ostatniej
            wizyty - pewnie ze 2 lata  - bardzo się zmienił. Przybyła kamienna,
            szlifowana podłoga, ściany w bieli (poprzednio były betonowe),
            a przede wszystkim ołtarz z figurą św Franciszka, zrobił na mnie
            duże wrażenie. Ksiądz mówił ładnie po polsku :) bez wiejskiego akcentu
            i autorytarnego tonu. Sztuka manipulacji na takim poziomie, że jego
            zaproszenie na wieczorną, najważniejszą mszę w roku potraktowałam
            poważnie ! (Ten ołtarz i kościół tak bardzo, dotykalnie wręcz w opozycji
            do obchodów święta Hubertusa w "Prowadź...")
            Potem jakoś tak wszystko wyglądało sprzyjająco ! Światła na których
            zwykle trzeba stać 10 minut zmieniły się na zielone po 30 sekundach :)
            na parkingach były miejsca postojowe tuż przy wejściu, w godzinę
            załatwiliśmy wszystkie sprawy. Zrobiłam rodzicom zakupy, przy okazji
            kupiłam w biedrze mydło o zapachu zielonej herbaty, pewnie nic
            nadzwyczajnego, bo coś koło 4 zł, ale pachnie bardzo ładnie !
            W kuchni spędziłam kilka godzin bez pośpiechu i napięcia. Oprószyłam
            schab przyprawami, zrobiłam żeberka po amerykańsku, surówkę z kapusty
            w zalewie octowej, sałatkę jarzynową, pieczarkową, galaretkę z golonki :)
            A na 18 pojechaliśmy z synem nr2 na mszę !!!!
           

104.2017

14/04 - w pracy kolejny spokojny dzień... lubię to, naprawdę.
           Rano poprosiłam babcię szefostwa o pozwolenie wykopania dwóch
           sadzonek takich tradycyjnych liliowców, które plenią się jak chwasty.
           Zamiast 2 sadzonek dostałam 2 duże karpy :)
           Wieczorem wykonałam wariację domowego ptasiego mleczka w formie
           babeczek wielkanocnych.



         

czwartek, 13 kwietnia 2017

103.2017

13/04 - w końcu się przełamałam i zadzwoniłam do działu technicznego
            zapytać o ustawienia programu i znowu jestem 2 kroki do przodu :)

            Stałam w kolejce do kasy w biedrze, gdy przyszedł sms od eM.
            Ze wzruszenia zakręciły mi się łzy w oczach :*

            Jako, że entuzjazm do przygotowań świątecznych mam jak na mnie
            mocno przytępiony, to chyba cała ta para poszła roboty ziemne...
            Spotkałam się z A., żeby wysłuchać jej opowieści o tygodniowym
            pobycie w Tbilisi i rozkwitającej miłości.  Podczas spaceru musiałyśmy
            wejść do Obi, gdzie kupiłam 2 sześciopaki pelargonii i 1 lilię, bo moja
            lista zakupów obok cukru, masła i jogurtu obejmowała też kwiaty !
            Chyba jestem nałogowcem i mam przymus zaspakajania głodu.
            Tej wiosny poszło w roślinność.
         
         

środa, 12 kwietnia 2017

102.2017

12/04 - istotna data w moim życiu, poczułam rozczarowanie po krótkiej wymianie
           z M, ale to dziś, a wtedy... wtedy to było ważne, było początkiem zmian,
           czasem, w którym uświadomiłam sobie, że życie może wyglądać inaczej.
       
           Za szczęście poczytuję fakt, że udało mi się kupić białą kiełbasę i mięso,
           przy czym nie stałam w bardzo długiej kolejce, a jednocześnie słuchając
           tego audiobooka, czuję przytłaczającą presję, jakby mi ktoś na siłę oczy
           otwierał. Kiedyś Il. powiedziała mi coś ładnego, że jedząc mięso myśli
           z wdzięcznością o tym zwierzęciu, które poświęciło swoje życie. Ale tu
           też jest mowa o przemyśle, przetwórstwie, strachu i cierpieniu, traktowaniu
           przedmiotowym bez cienia szacunku, a  z tym już mi trudniej.

           Część popołudnia spędziłam na rozmowach z konsultantami Alior Banku,
           i wszystko mi opada, w zasadzie nie wiadomo co z moimi pieniędzmi,
           nie respektują moich ustaleń z BPH... to nie chodzi o duże pieniądze,
           ale o sam fakt konfrontacji jednostki z potężną, finansową  machiną.

101/365

Dobija mnie ta jesienna pogoda. Na myśl o przygotowaniach świątecznych cała się trzęsę. Wyjątkowo tego nie czuję, wyjątkowo nie wiem, jak wszystko zaplanować, jak sobie poradzić z zakupami, sprzątaniem, gotowaniem skoro w głowie zamęt, mrok i chaos. 
Po południu, mimo że nie musiałam, pojechałam z G. na trening. Dumnie kroczył w nowych korkach, w rękawicach bramkarskich, chyba naprawdę te treningi, gra w piłkę sprawia mu ogromną frajdę. Na trybunach tak wiało, było tak zimno, że nawet nie dało się rozmawiać. Po zajęciach I. zaprosiła nas na quiche z masą porowo-pieczarkową. A w domu zanim padłam (przed 22) udało mi się przeczytać kilka stron książki.

wtorek, 11 kwietnia 2017

101.2017

11/04 - w pracy spokój, potem pojechałam do sklepu, ale zaczyna się
           przedświąteczny szał, więc kontynuowała będę wieczorami, bo
           wbrew wcześniejszym rozmowom dostałam od mamy sążnistą listę.
           Później wraz z synem nr2 wzięliśmy się za sprzątanie podjazdu.
           Jestem bardzo zadowolona, choć gdy wysyłałam zdjęcia eM. to
           przekonałam się dobitnie, jak miernie wyglądają te moje wysiłki,
           no chyba, że są niefotogeniczne :)
           Podczas słuchania audiobooka pojawił się Wnętrzak, Dyzio
           oraz pierwsza zbrodnia.
         

100/365

Skończyłam słuchać "Prowadź swój pług...". A po wysłuchaniu całości zwątpiłam, czy ja na pewno czytałam tę książkę? Czy to pamięć mnie zawodzi i już zdążyłam zapomnieć kluczowe postaci, sceny, zagadki. Bo zakończenie bardzo, bardzo mnie zaskoczyło. I teraz jeszcze bardziej chcę obejrzeć "Pokot". I możliwie szybko znów pojechać do Kotliny Kłodzkiej, do tych miasteczek, wioseczek, dróg, przełęczy, o których dość zaborczo myślę "moje":) 
Na fali "czytania" wróciłam do porzuconej papierowej książki. I chyba dziś uda się dokończyć te kilkanaście stron. A nawet z półki wyjęłam kolejną książkę do czytania. I bez zaskoczenia - skoro tak mi bliskie są dolnośląskie klimaty, to sięgnę po "Rok królika" Joanny Bator, którego akcja dzieje się w Ząbkowicach Śląskich. Jestem bardzo zaintrygowana - opinie są bardzo skrajne, fragmenty czytane w Trójce przez Danutę Stenkę nieszczególnie przypadły mi do gustu (ale przypisuję to specyficznemu, dla mnie drażniącemu, sposobowi czytania przez lektorkę), poprzednią książkę autorki rozdrażniona i bardzo rozczarowana porzuciłam, a i wywiady udzielane przez Bator nadal nie przekonują mnie do osoby autorki. Ale z drugiej strony - to właśnie ta autorka napisała genialną "Chmurdalię", "Piaskową Górę" czy jedną z moich ulubionych "Ciemno, prawie noc".

Z pracy wracałam pieszo, przez Szachty. Teraz, kiedy kwitną tam dzikie wiśnie, mirabelki i rajskie jabłonki, wyglądają zachwycająco. Słońce, wiatr, ciepło, odgłosy z ptasiej wyspy. Magia... magia wiosny, magia życia, magia przebudzenia, której ulegam na chwilę, zanim znów wrócę w mój pochmurny cień.

100.2017

10/04 - w pracy przyszedł nowy skaner i zanosi się na to, że znacząco
          skróci czas i poprawi efektywność opracowywania wykresówek.
        
          Po pracy pojechałam po upominek dla G. i eM. W domu zapakowała
          te rzeczy w karton i zawiozłam na pocztę. Mam nadzieję, że paczka
          dotrze przed świętami i sprowokuje uśmiech :)
         
          Po południu zgrabiłam kultywatorem trawnik, zebrałam mech i coś,
          co wyglądało jak siano i posiałam nową trawę. Podlałam całość
          a następnie przeszłam ze szlauchem z przodu domu i wymyłam
          "ciśnieniowo" schody.  Te czynności robią cuda z moją psychiką !
          Wieczorem wyszłam z Sonią na spacer aż do rodziców.
          Fizycznie czuję, że jadę na minusie, ale okazuje się, że daję radę.
          Od powrotu z pracy prawie cały czas towarzyszył mi głos Agaty Kuleszy.
          Początkowo nakładał mi się głos Agnieszki Mandat, która była narratorem
          w "Pokocie", ale im dalej, tym lepiej.

99.2017

09/04 - zadzwoniłam do D., czy może przyjechać i sprawdzić ten przeciek
           pod brodzikiem. Przyjechał. Na szczęście chyba to nic bardzo poważnego.
           Na razie musimy zrezygnować z korzystania i obserwować, czy poza
           ustaloną, wykruszoną fugą i zabezpieczeniem nie ma przypadkiem też
           przecieku spod wanny. Jak już D. się zjawił, to dokończyliśmy porządkować
           ogródek, razem z synem nr2 wyciął jeszcze 2 gałęzie, popakowane worki
           w ilości 30 szt poprzenosili do garażu, żeby sukcesywnie wystawiać po kilka,
           bo obawiam się, że wszystkich na raz śmieciarze nie zabiorę.
           Potem pojechaliśmy odebrać okulary syna nr2 i weszliśmy do naleśnikarni.
           A naleśniki robią tam naprawdę dobre :) D. wziął z szynką, mozzarellą i chyba
           czymś jeszcze, do tego sos musztardowo-miodowy - podzielił się ze mną.
           Syn nr2 miał coś w rodzaju szarlotki w naleśniku, a na deser wzięliśmy
           podzielony na 3 części Michalove (białe michałki, biały ser, to na pewno)
           z sosem czekoladowym.
           Generalnie i w szczegółach, to był  jako całokształt dobry dzień.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

99/365

Dzień zaczął się kiedy było jeszcze ciemno. G. przyszedł do łóżka i płakał, że boli go brzuch i głowa. Udało się go utulić i usnął. Ja już nie spałam. Znów, znów galopada myśli, roztrzęsione ręce, kłucie w sercu. Włączyłam audiobooka, żeby chociaż trochę zająć myśli. 
Na życzenie G. upiekłam ciasto czekoladowe. A później, aż do wieczora była walka. Bo G. wymiotował, miał biegunkę. Bo mama rozczarowana, że nie chce mi się gadać, że nie przebrałam się, nie uczesałam. Walczyłam ze łzami, z rozsypką, z trzymaniem się w pionie. Z rosnącym przekonaniem, że naprawdę do niczego się nie nadaję, skoro nawet chleb nie wyszedł. 
Wieczorem znów włączyłam audiobooka, przy którym usnęłam. Niby czytałam książkę, pamiętałam intrygę kryminalną, jakiś zarys fabuły ale dopiero słuchanie tej opowieści tak pięknie snutej przez Agatę Kuleszę odsłoniło mi sens, drugie dno i ukazało prawdziwe piękno frazy, jaką posługuje się Olga Tokarczuk.  

niedziela, 9 kwietnia 2017

98/365

Wstałam bardzo wcześnie (skoro i tak nie śpię) i pojechałam do mamy umyć okna i posprzątać przed świętami. Tylko tak mogę się odwdzięczyć za to, co dla nas robi. Włączyłam trójkę, zaparzyłam herbatę... I wiem, jak to brzmi - ale to sprzątanie było całkiem przyjemne. Mieszkanie mamy jest nowe, zadbane, wyremontowane. Więc nie mam wrażenia, że muszę zeskrobywać nieład latami narastający. Nie mam też wrażenia, że te trzy godziny sprzątania jakoś widać:)

A w domu nerwy, moje trzęsące się ręce, moja niemożność wyciszenia. G. uradowany z urodzinowego prezentu, bawiący się obok mnie na łóżku, kiedy odsypiałam noc.

98.2017

08/04 - wstałam koło południa. Świeciło słońce. Syn nr2 wstał jeszcze
           później. Razem poszliśmy do ogródka kontynuować sprzątanie
           gałęzi winorośli. I było cudownie do momentu, w którym zaczepiła
           mnie sąsiadka. Okazało się, że pod moim prysznicem musi przeciekać,
           bo u nich za kanapą jest wilgotna ściana, z której odpada farba.
           Tak więc czas kilkudniowej ulgi i relatywnej beztroski dobiegł końca.
           Później pojechałam do tesco, wracając spotkałam Ir w biedrze.
           Przyjechałyśmy do mnie. Ir czuje się w obowiązku patronatu nad
           moim przeddomowym ogródkiem :) Powiedziała co mam gdzie
           poprzesadzać, nie spodobał się jej jeden gazon, ale trudno :) mnie się
           podoba. Wieczorem poszłam z Sonią na spacer, a na TTBZ pojechałam
           do B. i L.
         

97.2017

07/04 - syn nr2 pojechał do W na konkurs matematyczny.
           Przyznam, że imponuje mi jego zapał, entuzjazm, choć rywalizacji.
           Pociąg odjeżdżał o 6:05. Odwiozłam go na dworzec PKP i pojechałam
           do pracy. I tu nastąpiła autentyczna kompilacja czynników wywołujących
           uczucie szczęścia ! Wzeszło słońce, światło, barwy, wrażenie ciepła
           a do tego w głośniku Mariusz Bonaszewski...naprawdę, nic więcej nie
           potrzebuje ! O 8:20 skończyłam rozliczać delegacje. Po pracy jeszcze
           wpadłam do br1. Wieczorem odebrałam syna nr2 z dworca, pojechaliśmy
           do GH, żeby zjadł, kupiłam mu buty sportowe, a na koniec poszliśmy
           na kawę. To był bardzo, bardzo dobry dzień !
           I niestety - u mnie również powieść o HH dobiegła końca.

96.2017

06/04 - w czwartek dowiedziałam się, że szaf planuje wypłaty w piątek, niby
           dobra wiadomość, tyle, że ja nadal byłam w lesie z delegacjami, a co
           dopiero z przygotowaniem płac. Wyszłam z pracy przed 17.
           Zawiozłam wiejskie jajka B i mojej mamie. Nie wiem co się dzieje,
           ale jestem tak potwornie zmęczona, że na nic nie mam siły. Widzę,
           że u rodziców nie najlepiej, ale nie jestem w stanie się zaangażować.
           Wieczorem zmusiłam siebie i syna nr2 żeby wyjść na dłuższy spacer
           z psem. Fakt, że entuzjazm Soni jest zaraźliwy :)
         

95.2017

05/04 - wieczorem Ir. przywiozła mi 3 sadzonki bzu ze swojego rancza,
           pierwotny krzew pochodzi z Wilna :) Do tego kilka sadzonek płożących
          się roślin, których nazw kompletnie nie pamiętam. Na pewno coś
          w nazwie ma "botaniczne" :) Posadziłam rośliny, podlałam konewką,
          zagrabiłam żwir. Gdy jechałam po syna nr2 nadeszła taka ulewa, wręcz
          oberwanie chmury, że realnie obawiałam się trąby powietrznej !
          Kolega syna mieszkający pod O. przyjechał na angielski na rowerze.
          Zaproponowałam, żeby zostawił rower w szole i, że go odwieziemy, bo
          nie wyobrażałam sobie, że ma wracać w takim deszczu.
          Usłyszałam "jest pani aniołem"!  Ehmy :)

94.2017

04/04 - w pracy z dużym zapałem wzięłam się za skanowanie tarczek.
           Uczucie, kiedy praca daje satysfakcję i przynosi spokój wróciło.
           Wracając do domu podjechałam do OBI, kupiłam 2 worki ziemi,
           jeszcze jeden gazon i krawężnik chodnikowy do podłożenia pod
           drewnianą skrzynkę. W domu przesadziłam przechowane przez
           zimę pelargonie do nowej ziemi. Tak mnie pochłania to grzebanie
           i przesadzanie, podlewanie, grabienie, że wieczorem padam
           nieprzytomna.

piątek, 7 kwietnia 2017

97/365

Profilaktycznie - gdyby już nic dobrego się nie zdarzyło - poranne ważenie pokazało 6 z przodu! Najmniej od lat. Z tej okazji przymierzyłam testową bluzkę, w którą od lat się nie mieściłam, a którą bardzo lubiłam i... zostałam w niej. Leży naprawdę dobrze, chociaż dziś zdecydowanie zbyt chłodno na nią, ale cóż... Jeśli cała reszta jest ch....a to przynajmniej moje odbicie w lustrze jest miłe dla oka.

96/365

To był bardzo, bardzo zły dzień. 
I aż niewiarygodne, że umiem o nim napisać coś dobrego.
A dzień wypełniony pracą. Pojechałam z P. na montaż. Nie mam słów, którymi potrafiłabym opisać, jak bardzo denerwowałam się. To trochę daje mi pojęcie, w jakim jestem stanie psychicznym, jak bardzo ciężko wyjść mi poza standard, poza schemat. Później w ciągu dwóch godzin napisałam kolejny wniosek do ZUS, włącznie z odręcznym wypełnianiem kilku załączników. A tuż przed wyjściem wykleiłam jeszcze kilka płyt. Tak, to wszystko w firmie, która (nadal) ma czterech pracowników, którym płacę. Chyba coś robię źle.
W domu dokończyłam "Pragnienie". I żeby zagłuszyć pustkę po rozstaniu z HH przeczytałam kilkadziesiąt stron książki porzuconej w marcu. Bardzo, bardzo chcę odblokować tę moją czytelniczą niemoc.

czwartek, 6 kwietnia 2017

95/365

Wybrałam się do szkoły na konsultacje. I to akurat w dniu, w którym G. przyniósł ze szkoły dwie oceny "C" z edukacji polonistycznej. Ku mojemu zaskoczeniu było bardzo miło, pani uspokoiła, że to naprawdę nie są istotne problemy, z którymi nie da się uporać. 
A do szkoły szłam pieszo. W słuchawkach Nesbo, wokół wiosna, nawet deszcz nie przeszkadzał. Jednak lubię chodzić pieszo, sprawia mi to autentyczną przyjemność (jeśli tylko mam wygodne buty i ubranie adekwatne do pogody).

Rano w Trójce piosenka, która sprawia, że uśmiecham się, mrużę oczy i bardzo chcę przenieść w czasie i miejscu.

 

[jesienią zachwycałam się inną piosenką tego pana. 
to chyba po prostu muzyka, dźwięki bardzo w  moim guście]

środa, 5 kwietnia 2017

94/365

Poranki są koszmarne. Wprawdzie przesypiam całą noc ale budzę się chwilę przed budzikiem, i budzę tak zdenerwowana i roztrzęsiona, że ledwie udaje mi się utrzymać telefon w dłoni czy filiżankę z kawą. Pod prysznicem płaczę z bezsilności, usiłuję nie myśleć o tym nawale problemów, decyzji ale przed oczami mam wciąż kolejne koperty z wezwaniami do zapłaty... Im dalej w dzień, tym jest lepiej, tym mniej godzin do przeżycia, tym bliżej snu, nocy, wytchnienia.

Jadę z G. na trening. Nawet lubię, kiedy zajęcia ma na Orliku, to w pięknym, starym parku, do którego będąc dzieckiem chodziłam z babcią i kuzynostwem. Wtedy ten park wydawał mi się ogromy, tajemniczy, wypełniony kamiennymi rzeźbami i fontannami (dziś nieczynnymi). Szkoda, że to miejsce nie oparło się współczesnym wandalom... Ale miło było siąść na ławce, wystawić twarz do słońca i słuchać pokrzykiwań trenera, z których - oczywiście - najbardziej wpadały w ucho i cieszyły "Brawo G., super!":)

wtorek, 4 kwietnia 2017

93.2017

03/04 - rano dostałam sms-a z PGNiG o zaległej zapłacie. Wisi też faktura
            za wodę i prąd, w najbliższej perspektywie OC i AC auta. Pomyślałam,
            że się zamęczę z tym dalej i złożyłam wniosek o kredyt. Całość
            z zatwierdzeniem trwała 15 minut. Odetchnęłam, nic na to nie poradzę,
            poczułam, że kolejny głaz spada mi z pleców. Po powrocie do domu
            porobiłam opłaty. Później zadzwoniła do mnie Ir i zaczęłyśmy rozmawiać
            o zagospodarowaniu mojego podwórka, co skończyło się przejażdżką
            do OBI, gdzie kupiłam 2 worki ziemi, drewnianą skrzynkę, 6 betonowych
            gazonów i sześć 10-paków sadzonek bratków. Ir pomogła rozstawić gazony,
            przekopałam dwa bukszpany, które średnio rosły w ogródku, posadziłam
            bratki, zagrabiłyśmy podwórko i stało się lepiej. Inne określenie nie przychodzi
            mi do głowy :)

92.2017

02/04 - obudziłam się i jeszcze w łóżku cicho włączyłam audiobooka. Godziny
            umykają, staram się dawkować sobie tę powieść, żeby starczyło na jak najdłużej,
            ale wielokrotnie dojeżdżam na miejsce i nie mogę wysiąść z samochodu,
            tylko dosłuchuję jeszcze zdanie lub dwa.
            Wróciłam do domu po 10-tej. W ramach przerywnika obejrzałam "Gwiazd
            naszych winę". Film bardziej podobał mi się niż powieść, choć widząc
            Willema Dafoe miałam wrażenie, że oglądam dr House. Przynajmniej
            dowiedziałam się ciągu dalszego książki.  Nie wstrząsnęła mną, chyba
            włącza mi się blokada na przeżywanie takich historii, nie chcę się identyfikować,
            myśleć co czułabym... zachwyciłam mnie Laura Dern, tworząc taką prawdziwą,
            ciepłą postać.

            Wczesnym popołudniem spotkaliśmy się wraz z synem nr2 z D. Poszliśmy
            do apteki wykupić leki dermatologiczne, a następnie na spacer. Celem była
            kawa. W GH było duszno, przeszliśmy do innej kawiarni, ale pogoda zaskoczyła
            właścicieli, może uznali, że początek kwietnia, to nie jest początek kawiarnianych
            ogródków. W innej kawiarni nie mieli ciasta, kolejna była zamknięta na cztery
            spusty, toteż wróciliśmy do galerii. Spacerowaliśmy ponad godzinę. Świeciło słońce,
            było bezwietrznie, jasno i ciepło, a my gadaliśmy. I było tak, jak zawsze chciałam.



         

91.2017

01/04 - po pierwszej przespanej w całości nocy, poranne ważenie pokazało mi
            najpierw ubytek 40 dkg. Poprzedniego dnia było 60 dkg mniej, więc
            przestawiłam wagę w inne miejsce, stanęłam, a na liczniku było o
            3 kg więcej !!! Normalnie chciało mi się płakać !
            Postanowiłam trzymać się hasła naklejonego na wadze: 1 raz dziennie !!!

            Potem pojechałam do br1, gdzie dokończyłam miesiąc i dostałam wypłatę.
         
            Wieczór spędziłam u B. i L. oglądając TTBZ z Jimem Beamem w dłoni :)

90.2017

31/03 - ostatni dzień marca okazał się czymś w rodzaju wybawienia.
           Koło 13-tej przyjechała pani M., żeby sprawdzić ustawienia mojego
           firmowego programu. Znalazła rozbieżności, wyjaśniła mi co robię źle,
           tak, niestety okazało się, że opracowując dokumenty nie znalazłam dwóch
           opcji, przez co generował mi nieprawidłowe raporty.  Po jej wizycie siedziałam
           taka szczęśliwa, że już wiem jak to robić, że chciało mi się skakać z radości !
         
          A wieczorem ściągnęłam "Pragnienie".  To jest naprawdę ekstatyczne wrażenie,
          gdy Mariusz Bonaszewski zaczyna czytać... Nie wiem o co chodzi, przecież
          to kryminał ! A ja kocham Harrego Hole, tę postać, jego zachowania, szorstkość,
          stanowczość, wrażliwość...
         

89.2017

30/03 - wydawało mi się, że wszystkie te dni tak doskonale pamiętam...
           Okazuje się, że nie ! :) W czwartek pojechaliśmy z synem nr2
           do Vision Express na badanie wzroku i dobór okularów. Pod koniec
            przyjechał D., sfinansował całą "operację" i pojechaliśmy do galerii.
            Syn został również zaopatrzony w kalkulator potrzebny na maturę,
            usiedliśmy we troje w kawiarni (wzięłam bezę, wielką i słodką :)
            i omawialiśmy pomysły na podziękowanie nauczycielom. W tym
            liceum są albo wyjątkowi nauczyciele, albo uczniowie, lub taki zbieg
            okoliczności, w którym ludzie mają wspólne cele i wspierają się.
            Oboje z D. jesteśmy bardzo wdzięczni aż pięciu nauczycielom !
           
            Wieczorem skończyłam słuchać "Policję".

93/365

Właściwie podjęłam już decyzję o obcięciu włosów. Tymczasem w niedzielę nałożyłam drożdżową maskę Babuszki Agafii a w poniedziałek... nadal miałam cudowne, gładkie, wyraźnie pogrubione a przede wszystkim doskonale układające się włosy. I tak pomyślałam, że może jednak niech rosną? Tak lubię kiedy latem łaskoczą mnie w ramiona i plecy...

W pracy udało się naprawić maszynę. Serwis wyceniła tę naprawę na ponad 2,5 tysiąca złotych, z czego prawie połowa to koszty dojazdu. Ale życzliwie podpowiedział, że to jedna niewielka część, że damy radę sami a jeśli uda nam się kupić ją na miejscu - to będzie też szybciej. I udało się:)

Po pracy spacer z Zaspą. Nie umiem oprzeć się urokowi kwitnących drzew, tym bardziej, że to tak nagle, że jeszcze tydzień temu były tylko stulone pąki. Więc idę, patrzę dotykam i zapamiętuję tę ulotną, wiosenną chwilę.




poniedziałek, 3 kwietnia 2017

92/365

Rano L. pojechał do szpitala. Pierwsza diagnoza pani doktor na SORze (po zerknięciu na zdjęcie) brzmiała "złamany obojczyk". Kiedy L. zadzwonił i przekazał mi tę wiadomość to już nawet nie miałam siły, żeby się rozpłakać czy załamać. Na szczęści ortopeda stwierdził, że złamanie to nie jest, więc jedynie pozostawi rękę na temblaku i trzeba oszczędzać i obserwować. Żadnym innych zaleceń, żadnej recepty na leki przeciwbólowe - to już sprawa lekarza rodzinnego.

To był dzień urodzin mamy. Trochę musieliśmy zmienić plany ale dzięki temu udało nam się zjeść obiad w ogrodowej scenerii. Przez to, że mama pracuje widujemy się znacznie rzadziej, krócej. I przy stole poczułam, że naprawdę się za nią stęskniłam. A sernik wyszedł obłędny (chociaż dla mnie zbyt słodki, pomimo zmniejszenia  ilości cukru o 1/3)! Wieczorem odprowadziłam mamę na przystanek, mocno przytuliłam i wiedziałam, że właśnie rozpoczynam mój tygodniowy maraton z poczuciem bezradności, bezsilności i zamartwiania się. 

91/365

Sobota. (humorystyczny akcent na dzień dobry: jak przyjąć zalecaną przez lekarza dawkę w postaci połowy tabletki jeśli tabletka jest w postaci plastikowych kapsułek wypełnionych proszkiem?) Od rana piękne słońce i ciepło. Wstałam bardzo wcześnie, z rozlicznymi planami kulinarnymi. Do wieczora upiekłam chleb orkiszowy (tego doświadczenia raczej nie powtórzę, chyba że z innego przepisu), poszatkowałam dwie głowy kapusty do kiszenia, zrobiłam wielką miskę surówki, upiekłam sernik, ugotowałam spaghetti z obłędnym sosem soczewicowo-pomidorowym, zamarynowałam mięso i nastawiłam zaczyn na chleb.
Usiadłam na tarasie i grzałam się w cieple słońca. Pełna obaw wytargałam z piwnicy bujany fotel i stolik balkonowy. Jeśli pogoda dopisze w przyszłym tygodniu przemaluje meble na jasny kolor. A we wszystkim towarzyszył  mi głos Mariusza Bonaszewskiego, czytający "Pragnienie" Jo Nesbo. Chyba trochę nie podoba mi się kierunek, w którym zmierza sytuacja jednej z kobiecych postaci (i jeśli moje przypuszczenia się sprawdzą, to nigdy nie wybaczę tego autorowi!). 

A wieczorem L. spadł z roweru. Wrócił poobijany, poraniony i obolały. Patrząc jak puchnie bark, jak pojawia się obrzęk zastanawiałam się, czym jeszcze uraczy nas ten rok? Co jeszcze się zdarzy? Z czym jeszcze przyjdzie się zmierzyć?

90/365

Poranne ważenie pokazało, ze osiągnęłam BMI w normie. Wprawdzie wieczorem znów wychyliło się w stronę nadwagi ale oj tam;) A przedlustrzany przegląd pokazał, ze nawet mam talię! Nie jakąś imponującą ale jednak widoczną. 
W wiosennym, ciepłym słońcu przeszliśmy z G. pięć kilometrów spaceru w drodze ze szkoły, znów cudownie opowiadał, chyba nawet trochę stęskniony rozmowy z mamą:)
Na obiad zrobiłam ziemniaki pieczone w ziołach, sos mocno czosnkowy i surówkę z tartej marchewki - taka "po mojemu": z czosnkiem, miodem, orzechami i pietruszką.
Wieczorem dość nieoczekiwanie obejrzałam film produkcji argentyńskiej. Niby zwyczajna opowieść o zakochaniu, które przychodzi zbyt późno, nie w porę. Setki takich filmów już powstało. Ale ten jakoś szczególnie zapadł mi w myśli... może dlatego, że bohaterowie - jak to w latynoskich produkcjach bywa - nierealnie piękni?



[przyszło też pismo z ZUS, to pismo, którego bardzo - i słusznie - się bałam. nie wiem, co dalej... pomyśle o tym jutro:(]