sobota, 23 września 2017

265.2017

22/09 - syn nr2 zdał egzamin praktyczny na prawo jazdy i tym samym złamał
            moje przekonanie, że nie wyobrażam sobie, jak można zrobić kurs
            włącznie z egzaminem przez miesiąc :)

             Syn nr1 od 1 października rozpoczyna nową pracę.
             Wciąż tkwię w osłupieniu :)

             Wieczorem, z troski o swoje emocje - świętowałam z B. i L. przy Kentucky
             Whisky i plackach z dyni zapieczonych z roladą ustrzycką i świeżymi figami :)

piątek, 22 września 2017

264/365

Czeeeekam. Czekam na przelewy. Bardzo, bardzo czekam. I pocieszam się, że przynajmniej mam na co czekać:) Strasznie przyziemnie wyobrażam sobie, że dostanę kilka powiadomień a później będę czuć spokój mając świadomość, że są, czekają. No!:)
Wieczorem obejrzałam środowy odcinek Azja Ekspress. Przyznam, że coraz bardziej podziwiam Przetakiewicz. To osoba totalnie nie z mojej bajki, ale jej umiejętność odnajdowania się w różnych sytuacjach, siła, pewność siebie jest dla mnie bardzo imponująca.

263/365

Obudziłam się z bólem głowy. Kiedy usiłowałam wstać okazało się, że jeszcze boli mnie żołądek - tak mocno, że nie mogłam się wyprostować. Zalałam siemię lniane i czekałam aż zadziała. Do pracy pojechałam czując się bardzo słabo. Na plus poczytuję, że minęło na tyle abym mogła pieszo wrócić do domu. Wieczorem jeszcze jechaliśmy do pana K. A jego zielona herbata najwyraźniej ostatecznie mnie uzdrowiła:)

Zaaplikowałam sobie jedną z próbek. Tym razem Liquid Gold Euphoria Calvina Kleina. Płynne złoto... no jak to może pachnieć? Ciepło, słodko, orientalnie, blisko i luksusowo. A najpiękniejsze jest to, że pachnie jak... wosk Oud Oasis YC! Ale mają jedną, niewybaczalną wadę - są niedostępne na polskim rynku. 

264.2017

21/09 - po pracy zawiozłam E. książkę, ponieważ lekko zagotowały mnie
           jej słowa nt filmu, jako antypolskiego, przy czym ani go nie obejrzała,
           ani nie czytała książki... Wiem, że to mądra kobieta, być może choć
           trochę się ocknie.
         
           Wieczorem z dużymi oporami - mżyło - wybraliśmy się na bieganie.
           Ciężki jest ten cykl i znowu mi słabo, gdy myślę, że od niedzieli czas
           ciągłego biegu przedłuża się o 5 min (50+8 biegu).

czwartek, 21 września 2017

263.2017

20/09 - w pracy punktowanie L. zaczyna przypominać efekt śnieżnej kuli.
            Drobiazg do drobiazgu... i robi się poważnie.
         
            Po pracy miałam spotkanie za spotkaniem. Nie tyle towarzyskie, za
            to krótkie w br2 i br1, potem kawa w galerii z E., a na koniec jeszcze
            wpadłam do B. Do domu dotarłam przed 20.
         
            Syn nr2 dostał wiadomość, że ma miejsce w akademiku. Uffff  !!!

262.2017

19/09 - w pracy atmosfera robi się coraz cięższa, zobaczymy jak to się potoczy.
            Dostałam od H. przepis na deser z czarnego ryżu, ale zdaje się, że taki
            ryż jest w O. niedostępny :)

            W biedrze kupiłam białe wino. Myślałam, że będzie kosztowało 14 zeta,
            a to tymczasem 24. Zauważyłam w domu, no ale okazało się, że kupiłam
            nie byle co :)

           Wieczorem 1/45/1/13. Było ciężko...

środa, 20 września 2017

262/365

Zamówione próbki zostały wysłane w czwartek. Trochę zdziwiło mnie, że jeszcze nie dostałam info, że paczka w paczkomacie. Napisałam i okazało się, że nadawca podał zły numer telefonu, przestawił dwie cyfry. Przesłał mi numer, kod do odbioru a ja modliłam się, żeby faktyczny odbiorca nie ubiegł mnie i nie odebrał moich próbek. Później zdroworozsądkowo wymyśliłam, że skąd pomysł iż odbiorca kodu mieszka w moim mieście? Pomijając fakt, że ja nie odebrałabym paczki, która nie jest dla mnie:) Ale była. Była i mam. Cztery próbki nowych zapachów, które z pewnością opiszę:)

A rano zaaplikowałam sobie resztkę próbki Amethyst Lalique. Kupiłam z ciekawości bo to zapach osadzony na nutach owoców leśnych i kwiatów. Nijak nie potrafiłam tego złożyć. A tu taka niespodzianka... pachnie to jak owocowy sorbet, musuje, migocze a mimo to wcale nie jest bardzo lekkie. Słodycz owocowa, która nie przytłacza, zmieszana z wesołą, cierpką nutą. Ale to nie jest wiosenna, lekka słodycz. To taki dojrzały aromat, głęboki, nabrzmiały sokami, zapach końca lata... Bardzo mi się podoba. Musiałam wpisać na listę chciejstw, tym bardziej że fiolet i prostota flakonu zachwyciły mnie:)

wtorek, 19 września 2017

261/365

Cały dzień w pracy minął na jeżdżeniu to tu, to tam. Pojechałam z L. do Posnanii, ale skoro moja pomoc nie była potrzebna, to zamiast szwendać się po galerii i sklepach wybrałam siedzenie w słońcu przy fontannie, tak bardzo łaknę leniwego nicnierobienia w słońcu, nawet jeśli tylko przez kilkanaście minut.
Odebrałam G. ze szkoły: kaszlącego i zakatarzonego, ręce mi opadły, bo to dopiero trzeci tydzień nauki a tu już infekcja. Wieczorem przyjechała mama zachwycona swoim weekendowym wyjazdem do Świnoujścia. A ja z ulgą o 21 położyłam się mając plan dosłuchać do końca audiobooka. Niestety, usnęłam godzinę przed końcem:)

[dostałam też jedną dobrą wiadomość natury finansowej ale póki nie mam wpływu na konto - pozostaję sceptyczna. acz gdzieś w głowie z radością płacę sporo zobowiązań;P]

260/365

Mimo niedzieli nastawiłam budzik. Musiałam wstać wcześnie aby rozgrzać piekarnik, upiec chleb i zdążyć przed śniadaniem. Dziecko zażerało się ciepłymi pajdami chleb, kwoka we mnie gdakała w zachwycie;) Szybko jeszcze ugotowałam obiad i pognałam do pracy przygotować dokumenty dla księgowego. Wieczorem straszyłam w masce z aktywnego węgla;) Być może to moje życzeniowe myślenie ale mam wrażenie, że od kiedy używam węglowego żelu do mycia twarzy, nowego kremu i masek na noc - moja cera wygląda o wiele lepiej, jest bardziej promienna, miękka, gładka. 

259/365

Sobota... bardzo, bardzo cieszyłam się na ten nareszcie wolny dzień. Poszłam po zakupy, wstawiłam pranie. Ugotowałam rosół, soczewicę do pasztetu, posprzątałam w kuchennych szafkach. Przygotowałam dwa słoiki surówki z kapusty, fasolkę po bretońsku, wstawiłam pieczeń rzymską z indyka no i zarobiłam ciasto na chleb. A w tym wszystkim towarzyszyła mi "Paskudna historia" Miniera. Wieczorem, nad kieliszkiem wina przywiezionego jeszcze z Czech, zagryzając czekoladą Studentską z kawałkami solonego karmelu poczułam, że to był bardzo dobry, domowy dzień. Bardzo brakowało mi takiego dnia.

poniedziałek, 18 września 2017

261.2017

18/09 - źle spałam. Obudziłam się po piątej. Rano przyglądałam się swojej
            mapie marzeń. W styczniu nakleiłam tam słowa:
            JAK NOWO NARODZONA. Wbiło mnie w podłogę. Teraz jest
            taki czas, gdy będę przywiązywała (nad)wagę do każdego drobiazgu.
            Odkryłam do czego potrzebny był mi wczorajszy mega wkurw...
            Koło południa przyszła L. z pytaniem, czy jutro i (chyba) w czwartek
            mogę przyjechać na 11. Odpowiedziałam, że nie. Nie może mnie
            stawiać w takiej sytuacji, że z dnia na dzień będę się dowiadywała
            na którą idę do pracy. Kilkukrotnie się zgodziłam, ale ostatnie dwie
            zamiany wiązały się z tym, że musiałam zmieniać nie tylko swoje plany.
            Nie ze mną ustalała warunki pracy, więc niech ich za moim
            pośrednictwem nie zmienia. W reakcji złość, żal, zarzuty braku dobrej
            woli z mojej strony i poświęcania się z jej :) Tymczasem wyższa
            instancja zsolidaryzowała się ze mną. Będzie się działo...
            Poczułam jak schodzi ze mnie cała złość, że ta energia była dla mnie
            wspierająca w tej, konkretnej sytuacji.
         

niedziela, 17 września 2017

260.2017

17/09 - rano razem z H. truchtałam nowy układ czasowy: 1/45/1/13.
           Wciąż sprawia mi to przyjemność i podbudowuje ! :)
           
            W ciągu dnia poskładaliśmy w całość wszystkie elementy.
            Nie wiem, czy przesadzam, czy przekroczyłam próg zupełnie
            innej rzeczywistości. Na razie tak to wygląda, a prawdę zweryfikuje
            czas.

            Przyznam, że ogromnym wyzwaniem było dla mnie spotkanie ludzi,
            którzy bazując wyłącznie na odczuciach pouczali mnie w różnych
            kwestiach. Z jednej strony czuję fascynację ich wiarę we własną
            intuicję... E tam ! Czuję mega wkurw ich nadmuchanym do granic
            możliwości ego ! bezpardonowym przekraczaniem granic, byle się
            nakarmić. Myślałam o tym, że być może to chodzi o moje ego :)
            ale ja na ich temat się nie wypowiadałam, więc...

           ...więc ogarnęło mnie totalne szczęście, gdy przekroczyłam próg
           swojego domu !

259.2017

16/09 - trzeci dzień warsztatów. Na śniadanie m.in. humus, chleb, powidła -
            wszystko własnej roboty. To jak z jakiejś wizji idealnego domu :)
           
            Dwa bloki zajęć. Ćwiczenia będące elementami późniejszej całości.
            Nawet nie zaczynam tego opisywać, bo nie wiedziałabym od czego
            zacząć, poza tym jeszcze nie wiem, jaki będzie finał...

           Wieczorem - za namową innych uczestników zdecydowałam się
           na zrobienie kwantowej analizy składu ciała ! Wyniki mam dostać
           mailem.
           
   

258.2017

15/09 - wstałam po 6 i poszłam biegać. Towarzyszyła mi H., początkowo
           zniechęcona tempem, ale po półgodzinnym truchtaniu zmieniła stanowisko
           na mniej krytyczne :) O 10-tej rozpoczęły się zajęcia. Znów teoria,
           kolejne kroki wtajemniczenia, kilka wizualizacji. Po obiedzie bardzo
           wyczerpująca, trzygodzinna sesja z mantrą OM. Był to - w pewnym sensie -
           dzień moich ponownych narodzin. Wieczorem padłam ! ze zmęczenia.

257.2017

14/09 - i tak, pakowałam się rano ! O ósmej podjechałam po D. i ruszyliśmy
            do domu jogi. Prowadziłam, chwilowo spanikowałam w Legionowie,
            ale dzielnie dotarłam na miejsce. Od 11-tej zaczęły się zajęcia.
            Przyjemnie było spotkać A., organizatorką, zobaczyć nowych ludzi.
            Miejsce, w którym usiadłam zdeterminowało ciąg dalszych relacji.
            Warsztaty były w formie wykładu i ćwiczeń. W międzyczasie obiad
            i kolacja stricte wegetariańska. Muszę przyznać, że bardzo przekonałam
            się do bezmięsnego jedzenia w wersji greenway`owej, tzn z dużą ilością
            przypraw, ziół, ziaren :)

258/365

Wystawiłam fakturę za kolejne prace. Jejku! Całkiem ładny wynik na półmetku miesiąca zważywszy, ze jest nas tylko troje! Jak na skrzydłach pognałam wiec wyklejać z L. kolejne auta. Ekhm. Miałam szal, kurtkę ze skóry, a wymarzłam tak, ze o matko. Ledwie dwa tygodnie temu narzekałam na wyklejanie w upale i palącym słońcu:) 
Nie miałam pomysłu/czasu/chęci na przygotowanie więc w pobliskiej pracowni kupiłam pierogi. Poprosiłam i miks smaków. Byłam bardzo zaskoczona smakiem pierogów z mięsem doprawionym po meksykańsku, ciastem z dodatkiem suszonych pomidorów i papryki, farszem z ciecierzycy i warzyw. Znakomite i bardzo, bardzo inne od tych tradycyjnych. 
G. trochę narzekał na ból gardła i głowy więc po 19 położyłam nas do łóżka. Zasnął błyskawicznie a ja wróciłam do słuchania porzuconej kilka tygodni temu "Paskudnej historii" Miniera. 

sobota, 16 września 2017

257/365

 Bardzo wczesna pobudka bo G. jechał na szkolna wycieczkę. Po wycieczce poznaliśmy do klubu, miało być bardzo ważne zebranie połączone z mierzeniem nowych strojów na sezon. I cóż... kiedy spóźnieni dotarliśmy do salki konferencyjnej okazało sie, ze trener zebranie odwołał bo zbyt mało rodziców dojechało! Jedynie dowiedziałam sie, ile bedą kosztować nowe stroje. Dodałam te kwotę do ceny dwóch par butów, które muszę kupić dziecku (na hale i na orlik) i lekko mnie załamał wynik dodawania:/
W domu G samodzielnie napisał opowiadanie w ramach zadania domowego. Pomijając ilość literówek/błędów stworzył bardzo spójna i taka ciepła fabule:) Moze nie lubi czytać ale wyobraźnie jednak ma!

256/365

Matko, ile roboty w firmie! Wracam do domu i czuje takie przyjemne zmęczenie praca, uczciwie przepracowanymi godzinami. I nawet nie wiem, kiedy mija te osiem godzin. W nagrodę - zamówiłam kolejne próbki perfum. Tak, szukam pomysłu na pełnowymiarowy, pachnący prezent od Gwiazdora:) 
Wzięliśmy G. i pojechaliśmy na montaż. L. uznał, ze możemy sobie pospacerować po galerii a jeśli bede potrzebna - zadzwoni. I tak zrobiliśmy z G. sześć kilometrów chodząc po galeriowych korytarzach! W Hebe trafiłam na ostatni dzień promocji kremów Miya - bardzo chciałam wiec kupiłam ten z mango, jest doskonały! Posiedzieliśmy przy fontannie, wypiliśmy sok i całkiem sympatycznie minęło nam to popołudnie:)

255/365

Niesamowity fart, ze w tym deszczowym dniu w czasie treningu G. akurat nie padało. Porozmawiałam z trenerem, trochę mnie zaskoczył pochwałami na temat motoryki, pracy rąk, kondycji G. Ale miło sie słucha takich pochwał:) 

środa, 13 września 2017

256.2017

13/09 - w pracy wyjątkowo intensywny dzień. Po wpadłam do rodziców,
            gdzie rzuciłam się na chipsy. Nie wiem, czy było warto, wówczas
            wydawało mi się, że tak.
           
            Zostało mi pakowanie walizki. Odkładam to od niedzieli, a już pojawił
            mi się pomysł, że spakuję się jutro przed wyjazdem... A wyjazd o 8.
            Zadzwoniła B., że mogę jechać z L., bo on właśnie w tym samym
            kierunku (lecz musiałby nadrobić chyba ze 30 km). Zaparłam się,
            na tę (prawie)samodzielność...
         
            Ira - bardzo zadowolona z siebie - przyniosła do domu żywą mysz.
            Jakoś zapach 3 kotów myszy nie odstrasza, a że koty nażarte, to
            dla zgrywu myszy tachają i potem to tałatajstwo lata mi po chacie.
            Zatem - udało mi się mysz pochwycić w słoik i uwolnić !

255.2017

12/09 - zdecydowałam, że na warsztaty pojadę sama - za kierownicą.
           Miałam jeszcze co najmniej 2 możliwości, ale czas najwyższy
           porwać się na tę podróż pod stolicę. Nie do końca sama, bo
           poprosiłam D., żeby zajął miejsce pilota. No, zobaczymy jak
           dam radę.

           Wieczorem bieg 1/40, 1/18. Było trudno, chłodno. Niemniej :)

wtorek, 12 września 2017

254.2017

11/09 - wreszcie wolne popołudnie, aż dziwnie :) Podjechałam do Ir.,
           bo przywiozła mi z rancza sadzonki rojników. Wpadłam jeszcze
           do biedry, gdzie przy kasie po raz kolejny poraziła mnie wysokość
           kwoty za zakupy. Wiem, że to nie mendzennik, ale szlag mnie
           trafia, jak absolutnie wszystko drożeje ! Niemal za każdym razem
           przeżywam szok podczas płacenia za zakupy !!!
           Po powrocie posadziłam przed domem rojniki, zobaczymy czy
           przetrwają do przyszłego roku. Ale to grzebanie w ziemi było
           przyjemne :)
 
           Wieczorem na patelni grillowej odgrzałam upieczone plastry dyni
           piżmowej z roladą ustrzycką i świeżą figą. W sumie zleciał ten dzień,
           bez większych ekscytacji. I dobrze.

254/365

Rano uznałam, że bardzo potrzebuję przypomnieć sobie lato. Otuliłam się więc moim tegorocznym, zapachowym odkryciem letnim czyli Shiro od Masaki Matsushimy. Cudowny jest ten zapach, taki kojący, łagodny, wyciszający. Po pracy pognałam na pierwszy z trzech treningów w tym tygodniu, a pół godziny później na zebranie do szkoły. Nareszcie była okazja aby założyć kupioną na początku sierpniowych wyprzedaży limonkową, lnianą koszulę - w zestawieniu z jasnymi dżinsami tak bardzo dodaje kolorytu, że wyglądałam jakbym jedną nogą nadal była na urlopie. Zebranie oczywiście długie więc wróciłam naprawdę zmęczona, dosłuchałam audiobooka i z dość jasnymi myślami usnęłam.

253/365

Planowaliśmy rodzinny wyjazd do aquaparku ale kiedy wstałam, kiedy przytomnym okiem powiodłam po domu, uznałam że jednak ja zostanę i posprzątam ten obraz nędzy i rozpaczy jakim prezentuje się nasze domostwo. G. poszedł z babcią do kościoła i... mieli wybitnego pecha bo trafili na spotkanie z redaktorem Terlikowskim promującym swoją książkę. A ja wzięłam się za sprzątanie. Kilka godzin później padłam ze zmęczenia ale za to jak pięknie dom wygląda, jak miło paść na łóżko ze świeżą pościelą, w pokoju pachnącym czekoladowym woskiem YC:)

252/365

Sobota w pracy. Już rano chciało mi się płakać, że kolejna, że znów. Pojechaliśmy na chwilę ale L. dosłownie padał z nóg, program fakturowy pokazywał niezidentyfikowany błąd, więc właściwie nie było warunków do pracy. Wróciłam do domu, wstawiłam cztery pralki prania. Obiad zjedliśmy w ogrodzie korzystając z (być może) jednego z ostatnich tak ciepłych dni. Mama zrobiła cudowne papryki faszerowane. Wieczorem słuchałam audiobooka, a przed snem obejrzałam jeszcze pierwszy odcinek nowej serii TTBZ, zachwycona wysokim poziomem tej edycji:)

251/365

Osiem kilometrów z sprawach przeróżnych. Wieczorem poszłam z G. na pierwsze spotkanie rodziców dzieci komunijnych. To tyle w temacie, że sprawy religijne miał ogarniać L. Wiadomo - przed nastawienie miałam bardziej sceptyczne. Po - byłam bardzo zbudowana ciepłem, łagodnością i uduchowieniem siostry G. W szkole sprawiała ona zupełnie inne wrażenie. 
Na plus - udało się ugasić pożar jednej kryzysowej sytuacji w pracy. Cudem chyba!
A po późnym powrocie do domu leżałam z G. i czytaliśmy i omawialiśmy funkcje działania śledziony, wyrostka robaczkowego i wątroby. Odnotowuję bo to wieeeelka odmiana po codziennych rozmowach o piłkarzach lub funkcjach minecrafta;)

poniedziałek, 11 września 2017

253.2017

10/09 - rano zamalowałam specjalnym lakierem odpryski na zderzaku.
           Z bliska widać, ale z daleko wygląda dużo lepiej ! Pojechałam
           zrobić rodzicom zakupy. Wyszłam przygnębiona i wystraszona
           mamy pytaniem, co ja zrobię po jej śmierci z ojcem, jak ja sobie
           dam radę ? Nie wiem, no co mam odpowiedzieć ???

           Chyba ta rozmowa położyła się cieniem na resztę dnia. Snułam
           się po domu. Upiekłam dynię piżmową, przygotowałam obiad
           na wtorek i środę - sos z lidlowych kurek z natką i śmietaną do makaronu.
           Nie miałam ochoty czytać drugiego tomu "Pradawnej..." Wracałam
           myślami do lat, kiedy jeździliśmy z tatą do lasu, a ja wołałam go
           za każdym razem, gdy natknęłam się na jakieś grzyby. Jadalne czy
           psiuny ? :)

           Wieczór był bardzo ciepły, wręcz letni. Człapiąc pokonałam te 40 min
           plus 18 w towarzystwie syna nr2 i D. W ogóle nie było trudno :)

niedziela, 10 września 2017

252.2017

09/09 - rano odstawiłam samochód do sprzątania. Udało mi się dojechać
           na miejsce, choć stresowałam się, że nie trafię :) Wprawdzie najpierw
           wjechałam w niewłaściwą ulicę i podwórko, ale nie pasowały mi
           okoliczności przyrody, a na dodatek nikt nie otwierał, więc pojechałam
           z powrotem do głównej i skręciłam w ulicę równoległa, jechałam, aż
           uznałam, że to ten dom. I tak było :) Umówiłam się z B., że po mnie
           przyjedzie. Szłam sobie do głównej ulicy i było pięknie ! Dziewiąta rano,
           świeciło słońce, przydomowe podwórka były bezludne, cisza i spokój,
           to są moje ulubione przymioty.
         
           Na obiad upiekłam ziemniaki w sosie z musztardy i oliwy, z rozmarynem
           wg vitaliowego przepisu. Pyszne :))
         
           Wieczorem odebrałam auto. W środku wygląda jak nowe !!! Później
           u B. i L. zakończyliśmy sezon grillowy. To chyba była moja pierwsza
           i ostatnia tegoroczna karkówka. Siedzieliśmy do późna na tarasie.
           Przyjechał z G. ich syn, gadaliśmy i było bardzo przyjemnie. Wróciłam
           do domu przed północą taksówką. Za kierownicą siedziała kobieta,
           matka czwórki dzieci ! Zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie ! :)

sobota, 9 września 2017

251.2017

08/09 - no mam nadzieję, że L. w końcu wkurzyła K. -  to zdanie
           jako pierwsze przychodzi mi do głowy w podsumowaniu dnia !
           Przy tak sprawnych manipulacjach, jakie wyczynia L. jestem
           wciąż bezbronna jak dziecko... Ale wiem też, że w końcu się
           przeleje, także w relacji ze mną. Reasumując: pojechałam do
           pracy na 11 !
           Z kategorii happy: sms od J. (z br2) z podziękowaniem za pomoc,
           wypłata ! oraz wiadomość o zaliczeniu kolejnego egzaminu
           przez syna nr1.
         
         

piątek, 8 września 2017

250.2017

07/09 -  zamówiłam w bonprix jeansy, raw denim, bo nie mam żadnych dobrych
             spodni, a nic tak nie działa na moją wyobraźnie w tym zakresie, jak informacja,
             że, przesyłka jest darmowa. Wzięłam także body, ale jest tak obsceniczne,
             że nie mogę tu wstawić linku :)))) Ku mojemu zaskoczeniu przesyłka dotarła
             po 2 dniach !
           
             Wieczorem poszliśmy biegać. Okazuje się, że gdy mży, biegnie mi się
             najlepiej ! Było świetnie ! Ostatnie 1/30x2 za mną ! W niedzielę inny
             wariant czasowy: minuta marszu, 40 biegu, minuta marszu, 18 biegu.
           
             Trafiłam na bardzo dobry  kanał z jogą nidrą. Wczorajsza medytacja po
             bieganiu dodała mi skrzydeł (lub co najmniej poprawiła samopoczucie :)
             Muszę zaznaczyć, że od sankalpy zaczęło się moje biegania, więc realnie
             doświadczam tego, jak niesamowitą moc ma ta forma !


           

249.2017

06/09 - po pracy br2. Szefowa wyjechała na urlop, a spraw około kadrowe
           wysypały się jak z worka. Miałam wpaść na chwilę, wyszłam po
           3 godzinach. Spotkałam D., poszliśmy na kawę. Wzięłam lody...
           aż wstyd pisać jakie discopolowe smaki: ferrero roche, kinder bueno
           i snickers :D Zmarzłam przy tym jak pies, jedząc je w przykawiarnianym
           ogródku, raczej "ogródku"... parasole poskładane, żadnych kwiatów,
           ewidentny koniec sezonu. Ale przyjemnie nam się rozmawiało, lubię
           takie momenty :)
         

250/365

Od dwóch dni poluję na jagodzianki u naszej "pani pączkowej". We wtorek o 13 nie było - no rozumiem. Poszłam w środę o 11 i JUŻ nie było (czynne od 10). Więc w czwartek ustawiłam się pod cukiernią pięć minut przed otwarciem i kupiłam. O matko, jaki to smak kiedy po ponad miesiąc trwającym jagodziankowym odwyku jem ciepłą, posypaną kruszonką, polaną lukrem jagodziankę!

Na treningu kupiłam sobie Tymbark. Kapselek przemówił niczym Pytia "zabierz mnie nad morze"... A ja poczułam ogromny żal, że te ostatnie dni tak zagonione, zapełnione pracą, problemami i... właściwie niczym więcej. Nawet na marzenia nie miałam czasu...

czwartek, 7 września 2017

249/365

Deszczowy Poznań, to naprawdę już koniec lata? Nie przyjmuję tego do wiadomości. Chociaż powinnam skoro wczoraj musieliśmy rozpalić w kominku:/ Wyszłam wieczorem na spacer z psem - o 20 już było ciemno:( W pracy załatwiłam jedną z urzędowych spraw. Trochę tego nie planowałam, tym bardziej nie planowałam wydatku z tym związanego, ale przynajmniej coś z głowy. 
A nuty końca lata, którymi rozpieszczam się od kilku dni to zdecydowanie retro i nostalgiczne piosenki Richarda Hawleya. Tylko one bardziej pasują do snujących się nitek babiego lata niż do "autobusów zapłakanych deszczem"...
[ale deszczowa pogoda ma jeden plus - zwija mi włosy w piękne pukle!]


248/365

Ileż zrobiłam w pracy! Tabelki, zestawienia - młyn na moje biurokratyczne ciągoty. Po pracy pędem pognaliśmy z G. na trening. Poszłam na spacer i przy okazji odebrać jakiś modem do internetu. Jednak 90 minut siedzenia na trybunach to ponad moje siły. Ale kiedy wróciłam to przynajmniej zdążyłam poczytać jeszcze kilka stron "Zwierciadła" chociaż wiatr dość mocno utrudniał. Wniosek z lektury - kocham Nosowską, Stuhra i Judi Dench:)
W domu położyłam się z audiobookiem. Usnęliśmy przed 21...

246/365

W niedziele skompletowaliśmy wyprawkę dla G. Kupiłam tez paprykę - z części zrobiłam leczo, resztę upiekłam razem z pomidorami, czosnkiem i bazylią, i przygotowałam niesamowity krem paprykowy. Miałam jeszcze plan upiec chleb, upiec grissini z rozmarynem i tartę na francuskim (gotowym) spodzie ale położyłam się i obudziłam trzy godziny później. Wiec pary wystarczyło tylko aby nałożyć na twarz oczyszczająca maskę z aktywnym węglem. Można się przestraszyć patrząc w lustro - muszę pamiętać aby pod żadnym pozorem nie otwierać tak inkasentowi czy kurierom;)

245/365

Sobota. Chciałabym napisać, że leniwa ale... kolejna, która minęła na przeprowadzce. Wróciłam skonana, fizycznie zmęczona. Ale uprzątnęliśmy prawie wszystko. Wbrew pozorom łatwiej wynieść wielkie szafy niż sto "przydasi" pochowanych w różnych zakamarkach:)
Na szczęście w domu czekał przygotowany przez mamę obiad a w audiotece kolejna książka z serii o Lipowie.

244/365

No i rano pognałam do paczkomatu odebrać przesyłkę z nowym zapachem. Naczytawszy się o jego mocy nie miałam odwagi wypróbować go na sobie, w małym pomieszczeniu. Wiec w domu rozpyliłam nad kołdra i poduszka, przebrałam się i pojechałam załatwiać sprawy. Wieczorem kolejny mały montaż w centrum handlowym. Bardzo lubię to miejsce po godzinach otwarcia, kiedy cichnie, pustoszeje - wydaje się być całkiem przyjazne. Odkryłam tez absolutnie zjawiskowa mała księgarnie. Miejsce jak ze snu... mam nadzieje, ze wśród sieciowych księgarni utrzyma się, bo widać wielkie serce właścicieli, pasje do książek, pomysł...

W domu, w sypialni pościel pachniała nowymi perfumami. Obłędnie! Słodka brzoskwinia, cierpkie neroli i moja najukochańsza z ciepłych nut - drzewo sandałowe doprawione nuta oud. Przepiękna kompozycja, taka ciepła, swetrzasta, otulająca. Bardzo, bardzo udany zakup:)

243/365

Odwieźliśmy G. na trening i pojechaliśmy do Posnanii oddać materiały przygotowane dla klienta. U Grycana zjadłam lody: śliwka w czekoladzie i cafe latte. A później siedzieliśmy przy fontannie i patrzyliśmy na dzieci skaczące, taplające się w wodzie. Bardzo im zazdrościłam tej swobody, beztroski, śmiechu. I możliwości schłodzenia się w centrum miasta:)
Wieczorem G. tulił się do nas, w końcu uznał że jednak nie chce spać u babci, chce w domu, z nami w jednym łóżku. Dawno te małe łapki nie obejmowały mnie tak mocno, tak ciepło, tak czule. Niewiarygodne jak tęsknota okazywana przez G. rozczula mnie, roztapia i wzrusza.

242/365

I kolejny dzień pracy od 7 do 20. Ból pleców, ból mięśni... nie wiem - to była praca czy intensywna sesja pilates? Ale coraz mniej zleceniowych zaległości. W nagrodę za bardzo ciężko i uczciwie przepracowane dni zamówiłam sobie nowy flakonik perfum. Rozgrzeszam się, ze razem z przesyłką to 43 pln za 50 ml:)

240/365

Powrót do pracy, po zbyt krótkim urlopie. Takie barbarzyństwo:)
Byłam pod wrażeniem, jak J. rozpisała zlecenia, przygotowała wszystko do wystawienia faktur. Zdecydowanie ułatwiła mi pracę, ogarnięcie papierologii. I dotarł mail od księgowego - zabrzmi dziwnie: najpierw mi ręce opadły a później nie mogłam przestać się śmiać:)

241/365

Pojechałam do pracy na siódmą! Tak, siódmą rano! I do dwudziestej ciężko pracowałam fizycznie, ścigając się z czasem, realizując fajne zlecenie. A to wszystko w pełnym słońcu. Co dobrego? Dałam radę... i zdążyliśmy z tym, co było najpilniejsze.

239/365

Dzień wyjazdu, matko - jak to boli. Jak smutno opuszczać ulubione miejsce, góry... wracać do codzienności, do problemów. Żeby osłodzić ból rozstania z Kotliną postanowiliśmy jeszcze raz wjechać do górskiej kawiarenki. Siedliśmy w cieniu jesionów, dostaliśmy karafki z wodą, miód z mniszka lekarskiego do degustacji. Zamówiliśmy pierogi, naleśniki i placki ziemniaczane. Wzdycham do tego wspomnienia - uwielbiam jeść:)



Postanowiliśmy, że skoro nie musimy się spieszyć, pojedziemy do domu przez Nową Rudę (pilnie wypatrywałam Olgi Tokarczuk;P) i przez Zamek Książ. Naczytałam się, że bryła zamku góruje nad miastem, jest z daleka widoczna a sam zamek wygląda jak osadzony na zielonej chmurze utworzonej z koron drzew. No to chyba wjeżdżaliśmy z innej strony bo nawet parkując na parkingu nigdzie nie widzieliśmy zamku! Przez park podeszliśmy do punktu widokowego - to taki przesmyk między drzewami, w zasadzie jednoosobowy więc... ustawiała się kolejka, żeby zrobić zdjęcie.

(zdjęcie z punktu widokowego)

A sam zamek? Obeszliśmy tylko otoczenie. Jednak wyobraźnia wygrywa z rzeczywistością. W realu jest gwarno, tłoczno... nie ma tej wyobrażonej ciszy, tajemnicy jakiej spodziewałam się po lekturze książki. Ale bardzo chciałabym wrócić na zwiedzanie - spokojne, z przewodnikiem. No i spotkałam zamkowego kota... Czymże byłby Zamek Książ bez ukochanych kotów księżnej Daisy?:)


(czy to dom Alicji Tabor?:P)




środa, 6 września 2017

238/365

Pan który sprzedał nam miody sudeckie bardzo polecał odwiedziny w pewnej górskiej kawiarence. Wyczaiłam stronę na FB, i jak tylko zobaczyłam widok z tarasu owej kawiarenki - tak wiedziałam, że musimy tam pojechać. Kolejne kilometry przez małe wioseczki, kolejny zachwyt dla widoków... I dotarliśmy. Chyba brak mi słów na opisanie tego miejsca: starego domu, ogromnych jesionów posadzonych wraz z rozpoczęciem budowy domu przed ponad dwustu laty, widoku z tarasu... Zachwycające miejsce, przemili gospodarze. Nawet widok z okna toalety mnie zachwycił:) Właściwie nie pamiętam jak smakowały naleśniki, lody, kawa czy koktajl - byłam tak odurzona urodą tego miejsca, że nawet ciasto z zakalcem potraktowałabym jako rarytas. Obiecaliśmy, że wrócimy... A przed wyjazdem G. zrobił nam wspólne zdjęcie. Przyznam, że jest urokliwe, ciepłe i... takie nasze. Chociaż bardzo krzywe:)









Drogę powrotną wybraliśmy wokół Śnieżnika, przez Kraliky, przez Przełęcz Płoszczyna - i jeszcze podwoziliśmy czeskiego autostopowicza:)

Po obiedzie poszliśmy obejrzeć zachód słońca z najbardziej magicznego miejsca w całej Kotlinie. Miejsca, które uwielbiam, do którego biegnę, do którego zawsze tęsknię z tych naszych nizin.




A wieczorem oglądaliśmy siatkówkę, długo rozmawialiśmy z M. i Ł. o ich planach zakupu domu w Kotlinie. Bardzo, bardzo im życzę spełnienia tego marzenia...

237/365

Kolejny dzień z piękną pogodą. Wybraliśmy się na krótką wycieczkę w Pasterskie Skały. Znów zaskoczyła mnie ta zieleń okolicznych pastwisk, tak soczysta, tak inna od miastowej zieleni. Piękna panorama Kotliny, widoki... I cudowna chwila w cieniu skał, kiedy patrzyłam w dół na uwijające się po polach traktory zbierające baloty słomy, zapracowanych ludzi. A my - tam na górze, wolni od pospiechu popijaliśmy sok mandarynkowy:)




Wieczorem wraz z innymi wypoczywającymi rozpaliliśmy ognisko. Wino, rozmowy do późnej nocy, sery, kiełbaski i psy biegające wokół nas. Poznałam przemiłych ludzi, porozmawialiśmy o marzeniach, życiowej odwadze i ani przez chwilę nie czułam, że mam jakiekolwiek problemy z komunikacją międzyludzką:)

236/365

Zasadniczo plan był taki, aby pójść na Śnieżnik. Ale plany wakacyjnie tak cudownie i beztrosko się zmienia. Więc zamiast chodzenia w upale, z - zapewne - marudzącym G. wybraliśmy picie cydru, taplanie się w baseniku, bujanie na hamaku i całą resztą stacjonarnie dostępnych przyjemności. Udało mi się skończyć książkę - przyznam, że dawno nie trafiłam na lekturę, która jest mądra, dowcipna, ironiczna i czyta się właściwie sama i błyskawicznie. Lektura tak zabawna, że co chwilę głośno się śmiałam! Oczywiście szybko w koszyku "na zaś" na nieprzeczytane.pl umieściłam ciąg dalszy:)

A wieczorem pojechaliśmy do uroczego miasta Kraliky. Odwiedziliśmy Penny Market, kupiliśmy pięciolitrowy baniak wina (za równowartość 23 złotych!). moje ukochane "ticynky", czekolady... Wracaliśmy przez góry, o zachodzie słońca.






247/365

Rozpoczęcie roku szkolnego. Absolutnie nie wiem, czym się tak denerwowałam ale bliska byłam przyjęciu tabletki uspokajającej. Sama uroczystość przebiegła szybko i sprawnie. W głowie utkwiła mi piosenka, do której choreografię wykonał zespół taneczny.


A w pracy? W pracy pożegnałam się z przedmiotem leasingu. Zamykając drzwi za dotychczasową siedzibą pomyślałam, że bardzo nie chciałabym już musieć tam wracać (muszę, wszak pełno jeszcze zostało naszych kartonów). I wystawiłam pierwszą fakturę z nowego żywota firmy. Fakt, że - pomimo siedmiodniowego terminu płatności - została opłacona jeszcze tego samego dnia poczytuję za dobrą wróżbę:)

wtorek, 5 września 2017

248.2017

05/09 - jesiennie, mży lub zamiennie pada deszcz.
           Po pracy pojechałam z mamą do kilku salonów łazienkowych.
           Wybrała jeden, lokalny, o niebo tańszy niż Obi.
         
           Później doczytałam do końca pierwszy tom "Pradawnej...", ale
           mam nadzieję, że w dalszej części, gdy dojdzie do medytacji,
           to te fizyczne szczegóły nie będą niezbędne, bo ostatnie kartki
           o ciągach Fibonacciego i binarnym były jak droga przez mękę.

           Wieczorem poszłam biegać (sama - bez syna)  z psem.
           Po 15 minutach już mi było wszystko jedno, czy ktoś mnie mija,
           czy nie :) Znowu musiałam przyspieszyć, bo dobiegłam znacznie
           dalej, aż się przestraszyłam czy będę miała siłę wracać :) Miałam.
           1/30x2 za mną :)
         

247.2017

04/09 - zrobiło się chłodno, więc wyciągnęłam jeansy. Wybrałam te najmniejsze,
            żeby sprawdzić jak tam. I tam bardzo mnie ucieszyło ! :) W styczniu nie
            mogłam ich zapiąć, a teraz są luźne :))
           

poniedziałek, 4 września 2017

246.2017

03/09 - deszczowa, pochmurna i smętna niedziela. Zawzięłam się, żeby
            skończyć pierwszy tom "Pradawnej...". Do końca zostało mi 50 stron,
            więc trzymam się nadziei, że przed warsztatami zdążę,  choć idzie mi
            oporniej, niż sądziłam, a przede mną tom 2.
           
            Sonia ma chyba nawrót choroby... jest niespokojna, już dwukrotnie
            w nocy zsikała się na kanapy.  W zeszłym tygodniu w dwóch miejscach.
            Upraliśmy kanapę, a w nocy z czwartku na piątek ponownie, tyle, że
            tym razem na obydwu. Na razie jeszcze obserwuję, bo żadnych innych
            objawów poza wzdęciami nie ma.

            Upiekłam tartę z gruszkami. Po południu wpadła na kawę Ir.
            Wieczorem, po deszczu poszliśmy z synem nr2 biegać. Na obwodnicy
            nie było tak strasznie :) nikt poza mną nie biegał :D

245.2017

02/09 - spokojna, lajtowa sobota. Uwielbiam :) Nic, z nikim, nigdzie.
           
            Upiekłam pizzę z 3 porcji. 2 zjedliśmy z synem nr2, trzecią zawiozłam
            rodzicom. Później pojechaliśmy po zakupy. Po południu D. jeździł
            moim autem z synem nr2, podobno jest postęp. Nie wyrywam się
            na te jazdy z nimi, bo każde zgrzytnięcie samochodu odbierałabym
            boleśnie, a nikomu nie są w tej jednak stresującej sytuacji potrzebne
            jeszcze moje emocje.

           U rodziców zakwitły kaktusy. Szykują się te kwiaty całymi tygodniami,
           by zakwitnąć na jedną dobę.


244.2017


01/09 - nie lubię tego jeżdżenia do pracy na 11. Nawet nie tyle na 11, co do 17-tej :)           
           Rano włączyłam radio i usłyszałam audycję o wybuchu II wojny światowej. Wkurzyłam
           się, że nie będzie red. Manna. Na szczęście był. Tak mierżą mnie te polityczne hieny,
           wycierające sobie gęby ojczyzną, honorem i Bogiem, byle zbić wyborczy kapitał...
           
           W pracy spokojnie. Po spotkałam się z A. Poszłyśmy na kawę, lody i bezę ze śmietaną
            i jagodami... ach ! Boska, krucha bombka kaloryczna. Ale ponieważ waga zjechała mi
            od stycznia 17 kg, to czasem mogę :)

243.2017


31/08 - otóż szok i niedowierzanie ! gdy o 8:11 dostałam smsa od syna nr2 o treści: "73/74, zdałem."
           Matko ! Jaki ten chłopak jest zdolny lub urodzony pod szczęśliwa gwiazdą :)
           Dzień spokojny poza szczebioczącą L., która z miną świętojebliwą forsuje swoje sprawy.

           Po pracy chwila w br2, następnie na rynku kupiłam dla mamy łącznie 2,5 kg śliwek w pięciu
           odmianach. Przypadkiem znaleźliśmy się z D. na tej samej ulicy, konkretnie pasażu, więc
           poszliśmy na kawę.

           Wieczorem odważyłam się wybiec na obwodnicę. Towarzyszył mi syn nr2, który szczęśliwie
           słowotokiem stłumił nieco mój stres. 1/30x2 zaliczone, potem rozciąganie w formie jogi, a na
           koniec bardzo przyjemna sesja nidry.




           Przez przypadek natknęłam się na BBC na serial. Akurat 1 i 2 odcinek. Tak mnie wciągnął, 
           że jeszcze przed snem znalazłam w sieci 3 część :) Tylko z kontynuacją kłopot :/

242.2017


30/08 - wróciłam do domu przed 19-tą. Od rana br1, później br2. Zmęczenie wzięło          
           górę nad wszystkim innym. Zamiast vitaliowej kolacji napój aloesovy z biedry 
           i dwie kromki chrupkiego z serkiem i rukolą, czyli i tak nieźle :)
           Jestem zadowolona, bo w br1 zrobiłam wszystko co było do zrobienia, zostały
           2 firmy, w br2 skończyłam miesiąc.

           Wieczorem przeczytałam, że odeszła Louise Hay. Często zaglądam do jej
           książeczki, nawet teraz ten cienki egzemplarz leży u mnie na ławie...

241.2017

           
29/08 - Odwołuję to, co napisałam o upalnych, sierpniowych dniach. Jednak lubię :)
           Wróciłam z pracy, położyłam się na ławce na tarasie, świeciło słońce
           i było mi błogo i bosko ! Cisza, nieobecność sąsiadów, tylko moje koty 
           bezszelestnie przemykały, co tak naprawdę tylko podbijało spokój i błogość :)
           
           Wieczorem syn nr2, przejęty przez ojca, nie wrócił na czas. Serce mnie boli, 
           na taką naukę, że umów nie trzeba przestrzegać, innych można lekceważyć, 
           bo to sytuacje bez większego znaczenia. Cóż, właśnie z tego składa się życie...
           Poszłam sama biegać, byłam tak zła, że  "droga mi się skończyła", tzn najwyraźniej
           biegłam szybciej, bo trasa, którą zwykle biegam "skończyła się", a czasu zostało
           4 minuty !  Tak czy siak, kolejne 1/30x2 za mną :)

wtorek, 29 sierpnia 2017

240.2017

28/08 - nie... jednak nie lubię teraz sierpnia, tego czucia, że ten rok jest już
           z górki. Nie lubię chłodnych poranków, wahań temperatury, nawet tych
           upalnych dni, gdzie podskórnie wyczuwalne jest więdnięcie, dreszcze
           przechodzą mnie na pierwsze przebarwione na żółto liście na drzewach...

           Poniedziałek - wyartykułowałam L., że nie zachwyca mnie jej pomysł
           ze zmianą godzin, a po 20-tym zwyczajnie komplikuje mi życie. I zobaczę
           co dalej.
         
           Syn nr2 zapisał się na egzamin w WORDzie. To raczej news, niż powód
           do radości. Podchodzę tak sceptycznie do całej tej sytuacji, że nie wiem
           co o tym myśleć.

          Najjaśniejszym punktem dnia był komentarz eM. o powitaniu transparentem,
          chlebem i solą ;) Już widziałam siebie jak doczłapuję do P. :)

niedziela, 27 sierpnia 2017

239.2017

27/08 - poranna burza przeorganizowała mój dzień, bo gdy grzmi, nie ma
            opcji pracy w br2. Po 13-tej przejaśniło się jednak, razem z synem
            nr2 zrobiliśmy zakupy moim rodzicom, potem pojechałam do biura.
            Syn nr2 tak sobie świetnie zorganizował wakacje, że teraz jest duża
            szansa, że nie zdąży przystąpić do egzaminu na prawo jazdy.
            To zdecydowanie z kategorii unhappy i wrrrr :/ Poprosiłam D., żeby
            na zamkniętym placu poćwiczyli jazdę, bo w szkole, do które
            potomek się zapisał i uporczywie trwał przy wyborze, nauka jazdy
            zacznie się dopiero po zdanym egzaminie teoretycznym w WORDzie.
            Krew mnie zalewa gdy o tym myślę, a jak piszę, to wpadam w szał !!!
           
            Wieczorem poszliśmy biegać. Było chłodno, ale jeszcze jasno...
            no i wreszcie doświadczyłam tego, o czym krążą legendy :) Pod koniec
            drugiego bloku po 30 min poczułam taki przypływ siły, euforii i radości,
            że poczułam, że teraz, to mogłabym już biec i biec, jak Forrest Gump :D
           

238.2017

26/08 - spałam u B. i L. Od rana rzeczywistość pokrzyżowała moje plany.
            B. nie mogła włączyć auta, więc przespacerowałam się do domu
            na piechotę. Pogoda była piękna, tylko ja niekoniecznie w tej sytuacji :)
            Miałam jechać do br2. Do wyboru został mi rower lub własne nogi.
            Już mi się po prostu nie chciało. Trochę sprzątnęłam w kuchni, ugotowałam
            makaron z sosem kurkowym, resztę dnia robiłam nic.
            Wieczorem przyjechał D. i zawiózł mnie do mechanika. Odebrałam swoje
            auto, które znowu jeździ rewelacyjnie !!! Później obejrzeliśmy mecz
            siatkówki Polska - Finlandia. Jedyna dyscyplina, w której w miarę ogarniam
            zasady. I to było przyjemne, zwłaszcza, że nasza drużyna wygrała :)

            Od 16-tej dzień zdominowała nieoczekiwana wiadomość o śmierci
            Grzegorza Miecugowa. Lubię/lubiłam (?) tego dziennikarza, szczególnie
            Inny punkt widzenia, za inteligencję, kulturę, spokój, poczucie humoru...

sobota, 26 sierpnia 2017

237.2017

25/08 - rozmawiałam z K. nt. zmian godzin pracy. Mam nadzieję, że zostanie
            po staremu. Przynajmniej doszłyśmy do wniosku, że jej i mnie odpowiada
            tak, jak jest. Czas pokaże.
            Po pracy odebrałam list z sądu. Jednak dokument jako taki robi większe
            wrażenie, niż sama świadomość faktu sprzed kilku miesięcy.
            Pojechałam do mechanika... i niestety, to nie tylko klocki, ale także tarcze.
            Auto zostało do soboty.
            W środę skontaktowała się ze mną koleżanka nie widziana chyba z 10 lat.
            Umówiłyśmy się na kawę w piątek po południu. Szczęśliwie :) bo odebrała
            mnie od mechanika. Takie przyjemne było to spotkanie, obie dojrzalsze,
            obie rozwiedzione, obie na podobnym etapie.

piątek, 25 sierpnia 2017

235/365

Rano poszaleliśmy w ogrodzie, pózniej pojechaliśmy kupić lokalne miody z certyfikatem i do schroniska Jagodna. Nie umiem oprzeć sie tamtejszej kuchni, wprawdzie wielkość porcji zawsze mnie przeraża ale... absolutnie nie przeszkadza to w zjedzeniu:) 
Zeszliśmy w dol Spalonej, dalej Dolina Dzikiej Orlicy pojechaliśmy na moj ulubiony Jedlnik. Siedziałam i gapiłam sie na panoramę Kotliny Kłodzkiej. Uwielbiam te okolice, uwielbiam...






234/365

Zakupoholik nigdy nie ma urlopu wiec w poniedziałkowy wieczór złożyłam zamówienie w Rossmanie a we wtorek rano juz było gotowe do odbioru w lokalnym sklepie. Wielka paczka za pół ceny:)
Zrobiliśmy wycieczkę do Czech, obkupilismy sie w słodkości, tycinky, sery i pędem wracaliśmy na obiad, na naleśniki z serem i sosem ze świeżych jagód. Niewątpliwie z tych wakacji wróci przynajmniej 2 kg obywatela więcej:/

czwartek, 24 sierpnia 2017

236.2017

24/08 - przesadzam, czy nie, wymuszona przez L. zamiana godzin
            cholernie mnie uwiera. Nadal mam nadzieję, że to zdarzenie
            epizodyczne.
         
            Rano wysłaliśmy z synem nr2 dokumenty o akademik, złożyłam
            upoważnienie do odbioru korespondencji. Dorośleją te moje chłopaki
            i zaczynają dostawać listy polecone. Wcześniej wbiło mnie w kanapę,
            gdy syn nr2 adresował kopertę i po kodzie pocztowym postawił przecinek.
            Nie ma doświadczeń w wysyłaniu tradycyjnych listów !
         
           Wykończy mnie napięcie z jakim muszę hamować, oby wytrwać do piątku...
         
            Po 18-tej ostatnia tura biegu 1/20x 3. Było koszmarnie ciężko, gorąco,
            duszno. To kolejny raz, gdy jeśli byłabym sama, przerwałabym.
            W domu bardzo drżały mi mięśnie, więc to chyba nie tylko głowa
            nie najlepiej funkcjonuje :/ Od niedzieli powinnam zacząć 1/30x2 !
            Plus jest taki, że czas już się nie zwiększa, toteż może forma będzie się
            poprawiać.

235.2017

23/08 - środek tygodnia. Czy jeszcze przeżywam coś warsztatowego ?
            Nie czuję, bo codzienność wali drzwiami i oknami. Klocki hamulcowe
            z przodu zaczęły wydawać tak koszmarne odgłosy, że pół ulicy się
            za mną ogląda. W związku z tym jestem lżejsza o 200 zł i umówiona
            na piątek na wymianę. Happy - dostałam rabat na klocki ze 20 zł.
            Po południu przyjechał D., ponieważ spłuczka w łazience na dole
            oszalała. Pojechaliśmy do Obi, gdzie zostawiłam kolejne 40 zł.
            Happy - spłuczka naprawiona, doceniony ex (jaja ze wsi, karma dla Nemo) :)

wtorek, 22 sierpnia 2017

234.2017

22/08 - praca - L. podniosła mi ciśnienie... Nie pasują mi zmiany, które
           wymusza, ale nie mogę postawić sprawy na ostrzu noża, bo skończę
           potraktowana przez szefa jak przedszkolak. Na razie krew mnie
           zalewa. Miłym akcentem był moment, gdy B. przyniosła mi dwa
           słoiczki domowego ketchupu :)
           Po - dwie godziny w br2.
           Później zakupy dla rodziców.
           Wpadłam do domu koło 18-tej i wyciągnęłam syna nr2, i Sonię na
           bieganie, by zdążyć przed deszczem. Nie zdążyliśmy. Zaczęło się od
           deszczyku. Rozpadało się na dobre po 30 minutach. Nie pozostało
           nic innego, jak wracać. Ja pod koniec w wersji na "miss mokrego
           podkoszulka".

233/365

Obudziłam sie bardzo wcześnie, trochę zapomniałam ze przez boczne okno wpadają promienie słońca i powitalne pianie koguta:) Wiec poszłam z psia banda na spacer na pola.


Po śniadaniu chłopaki szalały w ogrodzie, w basenie, z piłka a ja bujalam sie na huśtawce i czułam błogostan. Taki leniwy dzień, z lenistwem, ze spacerem po okolicy...








232/365

Rano obudziłam sie, no cóż, mocno odczuwając skutki wczorajszego wieczora przy winie. Myśl, ze w tak żałosnym stanie mam ruszyć w podróż... Ale K stwierdził, ze w górach pije się inaczej i objawy kaca mijają błyskawicznie. I faktycznie - prysznic, dwie kawy, lekkie śniadanie na tarasie i po odczuciu ciężkiej głowy ani śladu! Odeszłam jeszcze raz dom, zachwyciłam sie kolekcja starych odbiorników radiowych, elementów kolejnictwa, stylowych naczyń ceramicznych. Dom z dusza, tak bardzo oddający charakter i zainteresowania właścicieli. 
W planach mieliśmy jechać przez Wałbrzych ale wybraliśmy drogę przez Czechy, przez Sudety. Poszliśmy na spacer pod skocznie mamucia (po czesku: mamutí můstek), podziwialiśmy kondycję ludzi biegających po górach.


Przez Czechy dojechaliśmy do Polski. W portfelu znalazłam 200 koron wiec w Nachodzie kupiliśmy brzoskwinie, cydr, krakersy i moje ulubione ticynky - kruche paluchy z kminkiem i grubą solą:)
W Polsce zastały nas takie widoki:

 
Kiedy wjeżdżaliśmy do A., kiedy powitały nas psy, kiedy serdecznie uściskała gospodyni - znów doświadczyłam tego cudownego uczucia powrotu do domu...




231/365

Wstałam bardzo wcześnie, ufarbowałam włosy, upiekłam placek drożdżowy ze śliwkami, spakowałam nas i... czekałam az L. wróci z pracy. Udało nam sie wyjechać po 14, jakies cztery godziny pózniej niż zakładaliśmy wiec oczywistym było, ze plany musimy zmodyfikować. Wybraliśmy nieco dłuższa drogę tak, aby jechać obok Ostrzycy, pózniej przez Dolinę Bobru. Zachwycająca trasa, po drodze przepiękne miasteczko Wleń a ledwie kilka minut pózniej - wjazd do Szklarskiej Poręby. Wieczór przy winie, w urokliwym domu B i K. Zasnęłam chwile po północy słuchając szemrzącego nieopodal domu potoku...



230/365

Z pracy wyszłam przed 23, wcześniej przenosząc kolejne kilogramy firmy. Wróciłam tak zmęczona, ze nie było szans na pieczenie chleba, farbowanie włosów, pakowanie... Była za to szansa na konkretnie wypełnioną miseczkę lodów.

Z całego dnia najbardziej utkwiło mi, jak dobre porozumienie mam z J. Właściwie juz nie pamiętałam jak to jest pracować z kobieta, mieć z kim porozmawiać, zgodnie ustawić sobie wspólną pracę.

233.2017

21/08 - nie jestem pewna, czy to ciągną się jakieś procesy z M. czy tak
           zdołowały mnie zdjęcia, które dostałam... Takiego rozjazdu nt własnego
           wyglądu między moją wyobraźnią a rzeczywistością na fotografiach dawno
           nie miałam... Widzę podstarzałą, zmęczoną, smutną kobietę o gabarytach
           beczki.
           W ogóle przepełnia i zalewa mnie smutek. Dopada też stres, niezłe połączenie.
           Sprawy do załatwienia przed wyjazdem syna nr2 i ostatecznie jego wyjazd, to
           w moim sercu koniec świata...
         
           Praca, br1, br2...
         
           Wieczorem posłuchałam nowości LP na LP3. Zetknęłam się wcześniej z jej
           piosenkami, tyle, że zarejestrowałam... A teraz bardzo współgra z moją duszą.
           Posłuchałam kilkunastu piosenek. Poczułam zachwyt, przypływ ciepłych uczuć.
           Ciekawe jaki duet powstałby głosów LP i Asafa Avidana.



         

niedziela, 20 sierpnia 2017

232.2017

20/08 - w końcu dzień w pozycji horyzontalnej :)
         
            Po informacji, że "Jądro ciemności" zostało usunięte z listy lektur
            postanowiłam w końcu je/ją (?) przeczytać, lub przynajmniej posłuchać,
            zanim zaczną palić książki na stosach...
         
            Dostałam zdjęcia z M., z czego większość jest nierozmazana :)
            oraz dwie medytacje. Dobrze wraca mi się myślami i emocjami do
            tego czasu.    
         
           Wieczorem po deszczu 1/20 x 3. Ufff :)


231.2017

19/08 - od rana 360 km i z powrotem wzdłuż ściany wschodniej...
            Podróż od wschodu słońca do północy. Powrót dodge`m calibrem.
            Nie, nie moim (niestety) :) W międzyczasie 2 pączki, kawał strucli
            drożdżowej... ech :) Nie miałam już siły wracać do domu, padłam
            u B. (szczęśliwej posiadaczki auta) i zasnęłam natychmiast.

piątek, 18 sierpnia 2017

230.2017

18/08 - po pracy zaczęłam czytać pierwszy tom "Pradawnej tajemnicy
           Kwiatu Życia" i okazuje się, że całkiem dobrze mi idzie. Mam za
           sobą 50 z 250 stron, więc pojawiła się nadzieja, że może jadnak
           zdążę :)
         
            Wieczorem po dłuższej przerwie zdecydowałam się wrócić do
            biegania. Przyznam, że obawiałam się tego, jak mi pójdzie.
            A tymczasem było super !!! 1/20x3 za mną :)

229/365

Rano do paczkomatu dojechała paczka z Shiro. Jak bardzo zajęty był to dzień niech świadczy fakt, ze odebrałam przesyłkę przed północą! Przez cały dzień pakuję, segreguję, natrafiam na przykład na segregator z prywatnymi dokumentami, umowami pracownika, którego od trzech lat nie widziałam. I co z tym zrobić? Odesłać? Zniszczyć? Przechować? Po pracy gnam na pocztę, pózniej odebrać G. z treningu. Wieczorem na pomiar do klienta, mały montaż w centrum handlowym. Wracam o północy nieprzytomna ze zmęczenia. Otwieram paczkę, biały kartonik... ledwie tylko zdjęłam ochronną folię a juz poczułam miękki, kremowy zapach moich nowych perfum. Szybko przeglądam nowy numer "Zwierciadła" i nie wiem jak ale wyłapuje dwie recenzje książek, które - a jakże! - bardzo chcę mieć:)

228/365

No to pakuję firmę. Co otwieram szafę to natykam się na kolejne segregatory, kartony z notatkami, formularze zamówień z ostatnich dwunastu lat... chyba powinnam rozważyć opcję utylizacji części dokumentów, bo kompletnie nie mam pomysłu, gdzie je zmieścić. Wydaje mi sie, ze niczego nie ubywa, ze tylko piętrzą się kolejne kartony, pakunki. Tego wszystkiego (płyt, profili, próbników, przydasiów) jest niewyobrażalna ilość!

Na późną obiadokolacje zjadany podsmażane ziemniaczki, tzatziki i surówkę. Wieczorem z radością padam na łóżko, na pysk, prosto w sen. I ostrożnie planuje wyjazd z - być moze - weekendowym wejściem na Ostrzycę:)

227/365


[Gdzieś pomyliłam sie w numeracji. Ale nie bardzo umiem znaleźć błąd:/]

Z lodówki wyjęłam moj sernik na zimno. Zazwyczaj mam wiele uwag do estetycznej strony moich wypieków/słodkości. Tym razem jestem dumna bo sernik jest piękny (mimo, ze uszkodził sie przy okrawaniu foremki).


Pół dnia na tarasie, na kocu, w słońcu i z słuchawkami na uszach. Bez pośpiechu przygotowałam kaszankę z kapustą na grill, mięso i kiełbaski, ziemniaki z masłem ziołowym, sałatkę i tzatziki. A pózniej był cydr, kolejny cydr, zachodzące słońce, komary...


229.2017

17/08 - w tym roku jeszcze jedne warsztaty przede mną, a przed nimi
           powinnam przeczytać tę książkę, plus dwie kolejne, a tymczasem
           za nic się nie biorę... Został miesiąc.
         
           Dobrze mi w domu, koty chodzą zakochane i chyba zaniepokojone
           moją nieobecnością, bo nie fukają, a Dakotka na mnie śpi. Mój rudy
           strażnik :)
         
           Zrobiłam rodzicom zakupy z kategorii latania po sklepie w poszukiwaniu
           towarów promocyjnych. Tym razem udało mi się wyłowić wszystko
           poza cebulą :) No i cebula okazała się z całej, długiej listy, wymagającej
           pięciokrotnego obiegnięcia Leclerka najważniejsza !

          W domu upiekłam żeberka po amerykańsku dla syna nr2, a dla siebie
          pstrąga z warzywami i bakłażana zawijającego następnie lazur i brzoskwinię.
          Wciąż czuję, że cieszę się z powrotu, swoich kotów, kwiatów i sposobu
          odżywiania. O ! :)