wtorek, 15 sierpnia 2017

227.2017

15/08 - ostatnie śniadanie w M. W Świerzawie poprzedniego dnia
            kupiłam borówki, rano wymieszałam je z kefirem, płatkami
            i brzoskwinią. Do tego bułka z masłem, dżemem i roladą ustrzycką.
            Ostatni dzień sprzeniewierzania się vitalii :) Ostatni spacer po parku,
            czoczek pod wiatą, ostatni wspólny om i w drogę.

            Obiad w Chaci walichnowskiej. Obłędne jedzenie, powalające porcje :)
            Niedaleko od stolicy zatrzymaliśmy się na lody, a potem już przesiadka
            na dworcu wschodnim do auta, którym przyjechał D. i powrót do domu.
            Radość psa i wszystkich trzech kotów bezcenna :)
           

226.2017

14/08 - poniedziałek był dniem kończącym warsztaty. Bardzo cenię w Akademii
            Życia profesjonalizm prowadzących. Jest początek, rozwinięcie i zakończenie.
            To, co spontaniczne takie pozostaje, lecz przede wszystkim istnieje rama,
            domknięcie rozbuchanych emocji i uczuć, czas na spokojne pożegnanie
            uczestników z ciepłem i szacunkiem dla tego co przynieśli i pokazali - swoje
            losy, czasem dramatyczne, trzymane głęboko i z lękiem przeżycia, traumy,
            przynajmniej częściowo zostają uleczone.
           
            P. zaplanował powrót na 15/08, a ponieważ mieliśmy miejsca w jego
            samochodzie także zostaliśmy. W sumie zorganizowało się 9 osób.
            Pojechaliśmy wspiąć się na wygasły wulkan, wieczorem przy ognisku
            pożegnałam dietę wegetariańską upieczoną kiełbasą :)

225.2017

13/08 - ostatni dzień warsztatów. Nie zdecydowałam się na swoje ustawienie.
            Nie wiem, czy to udział syna nr2 mnie zablokował, czy po prostu nie
            pojawił mi się żaden temat, a nie chciałam nic forsować na siłę.
         
            Po południu był czakrociąg (link poglądowy). To jest za każdym razem
            duże przeżycie. Dynamiczna medytacja trwa łącznie godzinę i bywa
            wyczerpująca :))

            Wieczorem ceremonia herbaty, nasze prezentacje. Wzruszający czas...
            Zamieszczony utwór został wykorzystany w naszej pracy :)




224.2017

12/08 - sobota. Przyznam, że nie pamiętam ustawień, oswoiłam się z nimi,
            rzadko coś mnie porusza. Jedna sprawa losy ludzi, inna, że niewiele
            w tym mojego.
         
            Po południu była ponowna sesja ze słuchawkami. Nastawiłam się
            bardzo pozytywnie na powrót do wyśnionego domu... A tymczasem
            sesja w stanie theta potoczyła się zupełnie inaczej ! W ogóle nie było
            przyjemnie. Strefa cienia wywołuje u mnie mentalne kopanie w drzwi.

            Wieczorem część grupy pojechała oglądać spadające perseidy.
            Zostałam w sali zajęć, żeby przygotowywać "serce Joli" :)
            Wycinałam, naklejałam, postarałam się narysować wilczycę na tle
            pełni. Do sali zajrzał D., będący w mojej sekcji Serca. Miłe to było, że
            zatrzymał się, zapytał, w końcu zasiadł do mojego laptopa i zrobił
            kompilację utworów potrzebnych do naszej prezentacji. Może i nic
            nadzwyczajnego, ale szczęka mi opadła, gdy te dźwięki poprzycinał
           i scalił w jeden utwór :)

223.2017

11/08 - w piątek powierzono nam tematy na wieczór pożegnalny. Co roku zgodnie
             z tytułem warsztatów - trochę jak na koloniach :) - uczestnicy dostają
             zadanie do wykonania. Mojej grupie przypadło "serce Joli". Jeśli nasza
             praca została sfotografowana, to wstawię zdjęcie.
           
             Sesja oddechowa, podczas której przypomniało mi się wydarzenie sprzed
             21 lat... wstrząsnęło mną, że wciąż potrzebuję odreagować tę konkretną
             sytuację.

225/365

Obudziłam sie bardzo wcześnie, zdenerwowana perspektywa wizyty w biurze księgowego. Juz przed ósma byłam w biurze, wydrukowałam dokumenty, i pojechałam jak na skazanie. Oczywiście spodziewałam sie strasznego Mr. Hyde'a a powitał mnie kulturalny i grzeczny Dr Jekyll. Nie ogarniam...

Pózniej trochę pracy w biurze, zakupy w Auchan. W domu zrobiłam sernik na zimno, przygotowałam marynatę do mięsa, nareszcie posegregowałam stertę prania/prasowania. Usiadłam na chwilę na tarasie, w pełnym słońcu, słuchając audiobooka. I jakoś, sama nie wiem jak, dokonałam zakupu bardzo niepotrzebnego i bardzo przeze mnie wytęsknionego. 

A wieczorem dosłuchałam do końca "Króla". Zakończenie mną wstrząsnęło. Naprawdę. Wręcz fizycznie poczułam jakbym w rękach trzymała delikatny pergamin, który dosłownie rozsypał się pod wpływem jednego, nieostrożnego, zbyt głębokiego oddechu. 

224/365

G. spał u babci. Od rana polegiwalam na tarasie, piłam herbatę z wyhodowanej w skrzynkach mięty i melisy, słuchałam "Króla" Twardocha w interpretacji Macieja Stuhra, który wspiął się na wyżyny lektorskiego geniuszu. Fascynująca lektura, klimatem bardzo przypomina serial "Peaky Blinders". Opisy przedwojennej Warszawy, miasta którego już nie ma, które bezpowrotnie zniszczone. Niewiarygodne ze nie ma właściwie śladu Nalewek, Kercelaka... czytam/słucham i wręcz nie potrafię uwierzyć, ze Warszawa kiedyś tak wyglądała. 

Na obiad lazania. A na deser lody z Lidla - tiramisu z pokruszonymi ciasteczkami amaretti.

223/365

Pojechaliśmy do Factory Outlet. Kupiłam spodnie na górskie wyprawy - są czarne i mają różowe obszycia oraz wyhaftowany różowy kwiatek:) No i są w rozmiarze S (ale w ten sam model tylko w innym kolorze nie weszłam w M więc...). W sklepie Gatta kupiłam beżowy i bezszwowy biustonosz z termicznie formowanymi miseczkami. Wprawdzie daleko mu do Effuniakow, ale cena przemawiała za spontanicznym zakupem. A po odczepieniu ramiączek jest strapless, który zaskakująco dobrze trzyma się ciała:)
W Hebe kupiłam dla L. wodę perfumowaną. Niedawno na rynek weszła nowa polska marka perfumeryjna - Nou. "Olibanum" jest absolutnie doskonałym zapachem z bardzo dominującą nutą kościelnego kadzidła, co uwielbiam. Zapłaciłam 40 pln, dostałam próbkę damskich perfum "Rose Patchouli". W domu odpakowałam i... godzinę pózniej gnałam do Hebe:) Nie podejrzewałam, ze za 40 pln mogę mieć tak piękny, zmysłowy, intrygujący i trwały zapach!


sobota, 12 sierpnia 2017

222/365

Niewiarygodne ale zapełnia się tablica z potencjalnymi zleceniami. Po urlopie trzeba będzie temu podołać, hmmm. Jestem tak wymęczona tymi ostatnimi dniami, ze w piątek - poza wystawieniem trzech faktur- nie zrobiłam kompletnie nic.  Po pracy zaczęłam czytać "Czarny ogród" Małgorzaty Szejnert, fascynująca i pięknie napisana, coraz bardziej lubię książki pisane przez reporterów, to ubieranie faktow w wycyzelowane słowa, zdania, zamykanie całych lat i dekad w krótkim a jednak bardzo trafnym akapicie. 
W czasie burzy spalił nam się telewizor. Wiec przez dwie godziny słuchałam... wiadomo:)

piątek, 11 sierpnia 2017

222.2017

10/08 - jest ciężko. Moje serce wcale nie otwiera się tak łatwo, jak mi się
           wydawało. Widziałam już tyle ustawień, że robią na mnie coraz
           mniejsze wrażenie. Tym razem I. był reprezentantem w ustawieniu,
           w którym ustawiany pragnął akceptacji i pojednania z ojcem.
           No tak jest, że te ustawienia nie są przypadkowe i jakieś nasze
           kawałki pojawiają się nawet w reprezentacji.
         
           Po południu była bardzo ciekawa sesja medytacyjna w słuchawkach.
           Zeszliśmy do stanu theta, by wędrować po wyśnionym domu.
           Dobre i budujące doświadczenie, odkrycie miejsca, do którego chcę
           wracać.
         
           A wieczorem to co cieszy najbardziej :D przelew na konto ;)