sobota, 23 września 2017

265.2017

22/09 - syn nr2 zdał egzamin praktyczny na prawo jazdy i tym samym złamał
            moje przekonanie, że nie wyobrażam sobie, jak można zrobić kurs
            włącznie z egzaminem przez miesiąc :)

             Syn nr1 od 1 października rozpoczyna nową pracę.
             Wciąż tkwię w osłupieniu :)

             Wieczorem, z troski o swoje emocje - świętowałam z B. i L. przy Kentucky
             Whisky i plackach z dyni zapieczonych z roladą ustrzycką i świeżymi figami :)

piątek, 22 września 2017

264/365

Czeeeekam. Czekam na przelewy. Bardzo, bardzo czekam. I pocieszam się, że przynajmniej mam na co czekać:) Strasznie przyziemnie wyobrażam sobie, że dostanę kilka powiadomień a później będę czuć spokój mając świadomość, że są, czekają. No!:)
Wieczorem obejrzałam środowy odcinek Azja Ekspress. Przyznam, że coraz bardziej podziwiam Przetakiewicz. To osoba totalnie nie z mojej bajki, ale jej umiejętność odnajdowania się w różnych sytuacjach, siła, pewność siebie jest dla mnie bardzo imponująca.

263/365

Obudziłam się z bólem głowy. Kiedy usiłowałam wstać okazało się, że jeszcze boli mnie żołądek - tak mocno, że nie mogłam się wyprostować. Zalałam siemię lniane i czekałam aż zadziała. Do pracy pojechałam czując się bardzo słabo. Na plus poczytuję, że minęło na tyle abym mogła pieszo wrócić do domu. Wieczorem jeszcze jechaliśmy do pana K. A jego zielona herbata najwyraźniej ostatecznie mnie uzdrowiła:)

Zaaplikowałam sobie jedną z próbek. Tym razem Liquid Gold Euphoria Calvina Kleina. Płynne złoto... no jak to może pachnieć? Ciepło, słodko, orientalnie, blisko i luksusowo. A najpiękniejsze jest to, że pachnie jak... wosk Oud Oasis YC! Ale mają jedną, niewybaczalną wadę - są niedostępne na polskim rynku. 

264.2017

21/09 - po pracy zawiozłam E. książkę, ponieważ lekko zagotowały mnie
           jej słowa nt filmu, jako antypolskiego, przy czym ani go nie obejrzała,
           ani nie czytała książki... Wiem, że to mądra kobieta, być może choć
           trochę się ocknie.
         
           Wieczorem z dużymi oporami - mżyło - wybraliśmy się na bieganie.
           Ciężki jest ten cykl i znowu mi słabo, gdy myślę, że od niedzieli czas
           ciągłego biegu przedłuża się o 5 min (50+8 biegu).

czwartek, 21 września 2017

263.2017

20/09 - w pracy punktowanie L. zaczyna przypominać efekt śnieżnej kuli.
            Drobiazg do drobiazgu... i robi się poważnie.
         
            Po pracy miałam spotkanie za spotkaniem. Nie tyle towarzyskie, za
            to krótkie w br2 i br1, potem kawa w galerii z E., a na koniec jeszcze
            wpadłam do B. Do domu dotarłam przed 20.
         
            Syn nr2 dostał wiadomość, że ma miejsce w akademiku. Uffff  !!!

262.2017

19/09 - w pracy atmosfera robi się coraz cięższa, zobaczymy jak to się potoczy.
            Dostałam od H. przepis na deser z czarnego ryżu, ale zdaje się, że taki
            ryż jest w O. niedostępny :)

            W biedrze kupiłam białe wino. Myślałam, że będzie kosztowało 14 zeta,
            a to tymczasem 24. Zauważyłam w domu, no ale okazało się, że kupiłam
            nie byle co :)

           Wieczorem 1/45/1/13. Było ciężko...

środa, 20 września 2017

262/365

Zamówione próbki zostały wysłane w czwartek. Trochę zdziwiło mnie, że jeszcze nie dostałam info, że paczka w paczkomacie. Napisałam i okazało się, że nadawca podał zły numer telefonu, przestawił dwie cyfry. Przesłał mi numer, kod do odbioru a ja modliłam się, żeby faktyczny odbiorca nie ubiegł mnie i nie odebrał moich próbek. Później zdroworozsądkowo wymyśliłam, że skąd pomysł iż odbiorca kodu mieszka w moim mieście? Pomijając fakt, że ja nie odebrałabym paczki, która nie jest dla mnie:) Ale była. Była i mam. Cztery próbki nowych zapachów, które z pewnością opiszę:)

A rano zaaplikowałam sobie resztkę próbki Amethyst Lalique. Kupiłam z ciekawości bo to zapach osadzony na nutach owoców leśnych i kwiatów. Nijak nie potrafiłam tego złożyć. A tu taka niespodzianka... pachnie to jak owocowy sorbet, musuje, migocze a mimo to wcale nie jest bardzo lekkie. Słodycz owocowa, która nie przytłacza, zmieszana z wesołą, cierpką nutą. Ale to nie jest wiosenna, lekka słodycz. To taki dojrzały aromat, głęboki, nabrzmiały sokami, zapach końca lata... Bardzo mi się podoba. Musiałam wpisać na listę chciejstw, tym bardziej że fiolet i prostota flakonu zachwyciły mnie:)

wtorek, 19 września 2017

261/365

Cały dzień w pracy minął na jeżdżeniu to tu, to tam. Pojechałam z L. do Posnanii, ale skoro moja pomoc nie była potrzebna, to zamiast szwendać się po galerii i sklepach wybrałam siedzenie w słońcu przy fontannie, tak bardzo łaknę leniwego nicnierobienia w słońcu, nawet jeśli tylko przez kilkanaście minut.
Odebrałam G. ze szkoły: kaszlącego i zakatarzonego, ręce mi opadły, bo to dopiero trzeci tydzień nauki a tu już infekcja. Wieczorem przyjechała mama zachwycona swoim weekendowym wyjazdem do Świnoujścia. A ja z ulgą o 21 położyłam się mając plan dosłuchać do końca audiobooka. Niestety, usnęłam godzinę przed końcem:)

[dostałam też jedną dobrą wiadomość natury finansowej ale póki nie mam wpływu na konto - pozostaję sceptyczna. acz gdzieś w głowie z radością płacę sporo zobowiązań;P]

260/365

Mimo niedzieli nastawiłam budzik. Musiałam wstać wcześnie aby rozgrzać piekarnik, upiec chleb i zdążyć przed śniadaniem. Dziecko zażerało się ciepłymi pajdami chleb, kwoka we mnie gdakała w zachwycie;) Szybko jeszcze ugotowałam obiad i pognałam do pracy przygotować dokumenty dla księgowego. Wieczorem straszyłam w masce z aktywnego węgla;) Być może to moje życzeniowe myślenie ale mam wrażenie, że od kiedy używam węglowego żelu do mycia twarzy, nowego kremu i masek na noc - moja cera wygląda o wiele lepiej, jest bardziej promienna, miękka, gładka. 

259/365

Sobota... bardzo, bardzo cieszyłam się na ten nareszcie wolny dzień. Poszłam po zakupy, wstawiłam pranie. Ugotowałam rosół, soczewicę do pasztetu, posprzątałam w kuchennych szafkach. Przygotowałam dwa słoiki surówki z kapusty, fasolkę po bretońsku, wstawiłam pieczeń rzymską z indyka no i zarobiłam ciasto na chleb. A w tym wszystkim towarzyszyła mi "Paskudna historia" Miniera. Wieczorem, nad kieliszkiem wina przywiezionego jeszcze z Czech, zagryzając czekoladą Studentską z kawałkami solonego karmelu poczułam, że to był bardzo dobry, domowy dzień. Bardzo brakowało mi takiego dnia.